Rozdział
2
Potrafię
tańczyć
Alice’s POV
Rose bawiła się
zawieszką na łańcuszku. Na twarzy mojej starszej siostry igrał uśmiech. To było
u niej takie naturalne, że nie potrafiła się nie uśmiechać. Zawsze była
radosna.
Jak ja.
Nie mogłabym żyć bez
ludzi, bez publiki i bez radości. O ile miałam być szczera, to wszystko dawało
mi szczęście. Niemożliwością była inna sytuacja, skoro byłam jedną z
najbardziej lubianych osób w szkole, miałam cudowną i kochającą rodzinę na
czele z Rose, która rozumiała mnie jak nikt inny – nawet mama nie była tak
blisko nas, a to po niej odziedziczyłyśmy tę radość no i oczywiście talent
plastyczny (za to do rachunków nie miałyśmy głowy, ale matematyczny gen taty
dostał się Aleksowi i Mii).
No i taniec.
Nie pamiętałam, kiedy
zostałam zapisana na zajęcia. Ponoć ledwo nauczyłam się chodzić, gdy
zapragnęłam nauczyć się tańczyć. Byłam w tym dobra, bardzo dobra. Według mojej
nauczycielki – pani Snow – miałam naturalny talent. Bez problemów wczuwałam się
rytm, a przyswojenie stylów tanecznych przychodziło mi bez trudu. Wystarczyło
kilka miesięcy intensywnych ćwiczeń, by dany gatunek wszedł mi w krew i stał
się naturalną częścią mnie. Balet, salsa, taniec brzucha, walc i wiele, wiele
innych – to wszystko opanowałam niemal do perfekcji. Pod tym względem byłam
wyjątkowa.
Miałam też partnera do
tańca – Luke’a. Był ode mnie starszy – w wieku Rose i cały czas marudził, że
staram się prowadzić w tańcach towarzyskich, ale i tak się lubiliśmy, bo
podczas tańca rozumieliśmy się bez słów. No i byliśmy na tym samym poziomie
zaawansowania.
Luke
chyba kręci z Rose, pomyślałam. To też
było prawdopodobne biorąc pod uwagę, że flirtowali w mojej obecności.
Pasowaliby do siebie.
-Idziesz dziś ćwiczyć z
Lukiem? – spytała moja siostra. Odgarnęła pasmo ciemnych kręconych włosów z twarzy
i uśmiechnęła się do mnie. Odpowiedziałam uśmiechem i pokiwałam głową z
entuzjazmem.
-Tak. Pani Snow
zaprosiła pół miasta na nasz trening, żebyśmy oswoili się z publiką przed
zawodami.
-Mogę też przyjść?
-Jasne! Tylko muszę cię
ostrzec.
-No?
-Musimy nosić strój do
tańca, a to oznacza obcisłe spodnie. Będziesz miała wgląd na tyłek Luke’a.
Policzki Rose się
zarumieniły, a potem zachichotała.
-Jak będziesz w moim
wieku to odnajdziesz przyjemność w chłopakach i w ich tyłkach.
Wywróciłam oczami.
-Mam dwanaście lat,
Rose – przypomniałam jej. – Dotyczą mnie takie rzeczy jak zauroczenia, chłopcy
i miesiączka.
-Okej, ale nie dotyczą
cię takie rzeczy jak flirt, miłość i seks. Jak skończysz piętnaście lat,
będziesz się zakochiwać, flirtować i…
-I szaleć na imprezach
i całować się z chłopakami – dokończyłam za nią. – Ale jak dobrze pamiętam to
ty pierwszy raz całowałaś się, bo u Lucy grałyście w siedem
minut w niebie.
Rose znów się zaśmiała
i rzuciła we mnie poduszką.
-Chodźmy już lepiej na
ten trening. Chcę już zobaczyć tyłek twojego partnera.
Przewróciłam oczami tak
mocno, że aż zabolało.
W
moim pokoju był chłopak.
Taki
prawdziwy z krwi i kości.
Słyszałam
o tym, że akademiki były koedukacyjne, ale nie sądziłam, że aż tak. Do tego
moją współlokatorką miała być osoba o imieniu Jade.
Chłopak
uśmiechnął się na widok mój i Aleksa. Był dość wysoki – o pół głowę niższy od
mojego brata. Miał na sobie czarny podkoszulek opinający umięśniony tors i
ramiona, oraz luźne lekko sprane dżinsy. Jeden niesforny kosmyk czekoladowych
włosów opadał na jego równie ciemne oczy. Jednym słowem – przystojniak.
-Hej,
ty pewnie jesteś Alice Allegra Gray – powiedział.
Zamrugałam.
On zna moje imię.
No pewnie, że zna, upomniał
mnie głos Rose w mojej głowie. Był cichy i łagodny, zupełnie jakby stała obok
mnie. Przecież na dokumentach dotyczących
akademika masz napisane imię i nazwisko współlokatora.
-Jestem
Dylan – dodał. – A Jade zaraz przyjdzie. Uparła się, że przywita cię w idealnym
stanie. – Chłopak wywrócił oczami. – Ona jest nieźle pokręcona.
-Milcz
– odezwała się dziewczyna, która stanęła w drzwiach łazienki. Była mniej więcej
mojego wzrostu, może trochę wyższa i uśmiechała się szeroko. Jasne włosy
opadały jej falami na ramiona okryte białym i gustownym sweterkiem. Delikatny
makijaż podkreślał jej zielone oczy i drobne usta ułożone w ciepłym uśmiechu,
bardzo podobnym do uśmiechu Rose.
Coś
ścisnęło mnie za żołądek.
-Jestem
Jade – powiedziała. – Zajęłam już tę połowę – dodała, wskazując na część od
strony drzwi. Pokój był niewielki. Miał jedno okno, które wychodziło na ogród.
Pod nim stało biurko, a po jego bokach ustawione były nasze łóżka. To należące
do Jade miało niebieską pościel. Miałyśmy też do dyspozycji jedną szafę, dwie
półki nocne i regał na książki. A, no i w zestawie z biurkiem dostałyśmy też
stare obdrapane krzesło.
-I
mam nadzieję, że się nie gniewasz, że zajęłam parapet – dodała, przenosząc
wzrok na zdjęcia, które tam poustawiała. Nawet nie chciałam na nie patrzeć.
-Okej
– odezwałam się w końcu.
-Jesteś
jej chłopakiem? – Jade spojrzała się na mojego brata. Alex zaśmiał się i
pokręcił głową.
-Tylko
starszym bratem. Mam nadzieję, że Alice będzie z tobą bezpieczna.
Posłałam
mu mordercze spojrzenie.
-Pewnie.
Zaopiekujemy się nią – zapewniła Jade i zerknęła na przyjaciela. Zdecydowania
przesadzała z kontaktem wzrokowym. – Co nie, Dylan?
Chłopak
wzruszył ramionami.
-Pierwszoklasiści
powinni trzymać się razem.
-Idealnie.
– Alex otrzepał dłonie i obrócił mnie do siebie. – Masz na siebie uważać,
jasne? Nie pij alkoholu, nie wychodź sama poza kampus, zawsze miej przy sobie
komórkę i pamiętaj o lekach.
-Okej.
Brat
uścisnął mnie mocno. Usłyszałam jak pociąga nosem, a gdy odstawił mnie na
miejsce, zobaczyłam, jak wyciera łzy rękawem.
-I
trzymaj się przyjaciół.
-Okej.
-Mówisz
tylko „okej” – wtrąciła Jade.
-Moja
siostra jest dość małomówna, ale szybko nauczycie się z nią porozumiewać –
zapewnił Alex i rozczochrał mi włosy. – Dzwoń.
Wywróciłam
oczami.
-Okej.
Wielkolud
przytulił mnie ostatni raz, pocałował we włosy, a potem wyszedł. Przez moment
patrzyłam na drzwi, a potem zamknęłam oczy i odetchnęła. Krok pierwszy
WIELKIEGO PLANU UCIECZKI OD PRZESZŁOŚCI został zrealizowany. Byłam sama. Na
uniwerku. Setki kilometrów od tamtego miejsca.
-To
wszystkie twoje rzeczy? – spytała Jade. Wskazywała dłonią na mój dobytek w
postaci pięciu pudeł. Ja wniosłam dwa z nich – te mniejsze – a Alex trzy duże.
-Tak
– odparłam. Rzuciłam moją torbę na łóżko i z bocznej kieszeni wyciągnęłam nóż
do papieru. Byłam jedną z niewielu dziewczyn, która miała noże. Ona akurat
zostały w moim pokoju, w Portland i leżały w walizce pod łóżkiem. W sumie nie
wiem czemu je trzymałam. Część z nich była po prostu ładna, ręcznie robiona i
zdobiona, a na przykład ten różowy nożyk przydawał się do otwierania
zaklejonych przesyłek. Pewnie dla kogoś obcego wydawałam się być wariatką.
Jedno
mniejsze i jedno większe pudło włożyłam do szafy. Schowałam tam wszystkie
pamiątki, które nie chciałam, żeby wydostały się na światło dzienne. Pozostałe
były podpisane. Duże: książki i płyty
DVD, małe: przybory szkolne, duże:
stroje na specjalne okazje i buty. Natomiast
w torbie miałam normalne ubrania, laptop, rzeczy do łazienki i torbę do szkoły,
a w niej legitymacje, dokumenty i portfel.
-Ej,
chcesz skoczyć z nami na burgery? – spytała Jade. Pokręciłam głową. – Na pewno?
-Chcę
odespać podróż i wziąć prysznic – odparłam.
-Okej,
to przyniesiemy ci coś na wynos, a potem pogadamy. Obudzę cię jak wrócę.
Nie
chciałam gadać. Ani się zaprzyjaźniać. Nie chciałam być też niemiła. W końcu
przyjechałam tutaj, żeby coś zmienić. Żeby stać się kimś nowym.
Dlatego
kiwnęłam głową.
Jasnym
było, że nigdy nie będę starą Alice. Nie wrócę do tego, co odtrąciłam, nie
wrócę do rytmu, ale mogłam mieć przyjaciół. W całkiem nowym miejscu mogłam mieć
przyjaciółkę i znajomych, bo Rose by tego nie chciała. Nie chciałaby, żebym
decydując się na tak ważny krok, przechodziła przez to sama.
Nie
chciałaby, żebym była samotna.
Oślepiający
blask.
Pisk.
Zgrzyt.
Huk.
Ból.
Cisza.
I
mój własny wrzask.
-O
Boże, Alice, w porządku? – Jade przyglądała mi się ogromnymi oczami. – Miałaś
zły sen?
Kiwnęłam
głową.
-Przepraszam
– mruknęłam, siadając na łóżku. Zimny pot ściekał mi po twarzy.
-Spokojnie.
Jesteś głodna? Przywiozłam ci frytki, burgera i kawę. – Podała mi styropianowe
opakowanie i plastikowy kubek. Gdy tylko poczułam zapach fast foodu,
zrozumiałam, że byłam głodna niczym wilk, który po głodówce w końcu natrafił na
zabłąkane jagnię, które będzie mógł pożreć.
-Jesteś
jedną z tych zbłąkanych cichych myszek, co nie? – zagadnęła Jade.
-Zbłąkanych?
-No
tak. Wiesz, w liceum nie miałaś znajomych, nie chodziłaś na imprezy, niewiele
mówisz i jesteś nieśmiała.
Kiwnęłam
głową. To nie do końca była prawda, bo dobrowolnie zrezygnowałam ze wszystkich
znajomych i ogólnie z jakiegokolwiek życia. Lubiłam moją nową, bezpieczną
egzystencję, ale chyba nie powinnam wyjawiać tego Jade. O wiele bezpieczniej
było udawać taką szarą myszkę, niż podawać powody mojego wycofania się z
dotychczasowego życia.
-Ale
ja jeszcze nie byłam w liceum – dodałam cicho. – Nie miałam przyjaciół do
dziesiątej klasy.
-Bez
jaj, jesteś na studiach. Musisz mieć osiemnaście lat!
Wywróciłam
oczami. Ostatnie dwa lata spędziłam na nauce, żeby wyrwać się z przeklętego
Portland.
-Zdałam
testy do college’u szybciej.
-O,
jesteś łebska. Jaki masz kierunek? Ekonomia? Fizyka? Matma?
-Sztuki
piękne.
-Serio?
Masz jakieś obrazy?
-Rodzice
mi je przyślą.
-Wow,
trafiła mi się artystka! Ja wybrałam muzykę. Gram na fortepianie. I trochę
śpiewam.
Pokiwałam
głową. Nie bardzo wiedziałam, co powiedzieć, bo od dawna przestałam reagować na
muzykę. Nie słuchałam jej w drodze do szkoły, nie starałam się wczuć w rytm –
ona po prostu gdzieś tam była tak samo jak reszta świata.
-Nieważne,
zbieraj się – dodała Jade, widząc, że już zjadłam. Podniosłam na nią głowę.
-Gdzie?
-Jedziemy
do chłopaków z Golden Hall. Robią imprezę dla pierwszaków.
-Nie
chcę tam iść.
Jade
wywróciła oczami.
-Słuchaj,
na studia nie idzie się, żeby siedzieć w pokoju. Nie każę ci stać się duszą
towarzystwa, ale może poznasz kilka pierwszaków lub starszaków i w razie czego
będziesz miała nawet kogoś, kto ci pomoże. Obiecuję, że nie zostawię cię samej.
Ja albo Dylan będziemy przy tobie.
-Nie
musisz się mną opiekować. Dam sobie radę.
Jade
skrzyżowała ramiona piersi.
-Idziesz.
Koniec, kropka.
-Ale…
Nie możesz mnie zmusić.
Na
twarzy mojej współlokatorki pojawił się szeroki, lekko szaleńczy uśmiech.
Zatarła dłonie z uciechy.
-Tak
sądzisz?
O, czyli jednak idę.
***
Do
Golden Hall jechało się autobusem, który kursowało po miasteczku studenckim.
Razem z Jade wybrałyśmy miejsca na końcu oddalone od pozostałej czwórki
pasażerów. Trochę od niej odstawałam w moim swetrze i dżinsach, podczas gdy ona
ubrana była w zwiewną sukienkę.
-Masz
chłopaka? – zagadnęła Jade.
-Nie.
-Ja
też nie, ale może teraz znajdę jakiegoś fajnego studenta.
-A
Dylan?
-Dylan?
Kocham go, ale jak starszego brata. Lekki z niego dziwak, ale przyjaźnimy się
od zawsze. To dlatego przyjechałam do Nowego Jorku, zamiast zostać w
Filadelfii.
-Pochodzisz
z Filadelfii?
-Oboje
pochodzimy, ja i Dylan. On jest ode mnie rok starszy, no od ciebie o trzy lata.
Jest na drugim roku inżynierii.
-Inżynieria?
– powtórzyłam. Dylan nie wyglądał jak ktoś studiujący inżynierię. Miałam czas,
żeby mu się przyjrzeć, ale i bez tego moim oczom nie umknęły tatuaże na jego
ramionach i kolczyki na twarzy.
-Tak…
Też nie sądziłam, że wybierze ten kierunek, ale z drugiej strony, co innego
mógłby studiować?
Wzruszyłam
tylko ramionami.
-Reasumując,
Dylan nie jest moim chłopakiem i mam nadzieję, że znajdzie sobie w końcu
dziewczynę na stałe. To porządny gość, ale uwielbia przygody na jedną noc.
Pokiwałam
głową.
-A
ty skąd pochodzisz?
-Z
Portland.
-W
Maine?
-W
Oregon.
-Bez
jaj, to na drugim końcu kraju.
-Owszem
– przyznałam.
-Nie
mogłaś tam iść na studia?
-Zajęcia
na tym uniwerku bardziej mi się podobają.
Autobus
zatrzymał się pod Golden Hall, który bardzo przypominał Silver Hall, z tym że
tam napisano inną nazwę, no i z wnętrza dobiegała głośna muzyka. Od środka
akademiki różniły się o wiele bardziej, ponieważ na parterze urządzono coś na
rodzaj pokoju wspólnego z kanapami, telewizorem i wszystkim, co byłoby w
przeciętnym mieszkaniu, gdyby urządzał je student. Mieli też ogromną kuchnię i
chyba coś na rodzaj łazienki dla gości. W Silver Hall było inaczej. Był to
budynek, który tworzyły korytarze i dwuosobowe pokoje.
Wytarłam
spocone dłonie o spodnie.
-Stresik?
-Odrobinę
– przyznałam. Jade poklepała mnie po ramieniu.
-Rozluźnij
się. Nikt cię nie ugryzie – zapewniła. – A nawet jeśli to jest tu tyle ludzi,
że ktoś by zauważył, jakby inni zacięli się gryźć.
-Nie
pocieszyłaś mnie.
Nagle
przed nami, jakby spod ziemi, wyrósł Dylan z szerokim uśmiechem.
-Witajcie,
dziewczęta.
-Witaj!
– Jade zaśmiała się. – To wszystko pierwszaki?
-Nie.
– Dylan pokręcił głową, przekrzykując muzykę. – Chcecie się czegoś napić? Mamy
solidny zapas alkoholu.
-Ja
poproszę drinka, a ona weźmie soczek.
-Ty
na serio wzięłaś sobie do serca tę opiekę.
-Przed
osiemnastką alkoholu nie sprzedajemy – odparła. Tak naprawdę to alkohol był
legalny od dwudziestego pierwszego roku życia, ale kto wytłumaczyłby to studentom?
-Nie
ma osiemnastki?
-Jest
geniuszem, który przybył na studia w wieku lat szesnastu.
-Super.
W takim razie drink i soczek. – Dylan znów się uśmiechnął. Skierował wzrok na
mnie. – Masz jakieś specjalne preferencje?
Pokręciłam
głową.
-Okej.
W takim razie idźcie sobie potańczyć, usiąść, czy co chcecie, a ja zaraz
przyniosę wam napoje. Tylko nie wchodźcie na piętro, bo nie będę was szukał
wśród obściskujących się par.
-Spokojnie,
usiądziemy grzecznie – zapewniła Jade i pociągnęła mnie na kanapę, gdzie siedziała
już jedna dziewczyna. Miała proste, jasnobrązowe włosy, trochę za ramiona.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy w jej wyglądzie to nawet nie za duża bluzka
i dżinsy, ale to że miała szerokie ramiona, duże piersi i biodra. Nie
przeszkadzało mi to, ale póki co spotykałam same chude osoby.
-Cześć,
Bianca – rzuciła Jade, siadając obok dziewczyny.
-Nienawidzę
cię – odpowiedziała ze śmiertelną powagą. – Nigdy więcej nie dam ci się namówić
na imprezę.
Jade
wywróciła oczami, a potem uśmiechnęła się do mnie.
-Alice,
poznaj proszę moją kuzynkę – Biancę. Bianko, to Alice. Moja współlokatorka.
-Cześć
– rzuciła kuzynka Jade.
-Cześć
– odparłam. Siedziałam idealnie między tymi dwiema.
Rozmowa
nie miała szansy się zacząć, bo podszedł do nas wysoki brunet. Uśmiechał się
wesoło i skierował swoją twarz do Jade.
-Dzień
dobry, ślicznotko – powiedział.
-Hej
– odparła Jade. Uśmiechnęła i zamrugała zalotnie.
Bianca
stuknęła mnie w ramię, więc nachyliłam się do niej.
-To
typowy mięśniak – powiedziała mi na ucho. – W ciągu ostatniej godziny poderwał
już trzy pierwszoroczne i trzy zabrał na piętro.
-Na
piętro?
-Na
szybki numerek. – Zachichotała. – Podejrzewam, że oni wszyscy są szybcy.
Sama
też zachichotałam, co wywołało niezwykłe poruszenie u Jade.
-Ty
potrafisz się śmiać! – zawołała zaskoczona. – Myślałam, że mówisz tylko „okej”
i przewracasz oczami.
-Oczywiście,
że potrafi – prychnęła Bianca. – Wybacz jej, Alice. Ona jest wielką artystką. –
Przy wielka i artystka w zabawny przeciągnęła samogłoski.
-Ona
też jest artystką. Maluje.
-Serio?
– Bianka spojrzała na mnie, krzywiąc się lekko.
-Tak
– przyznałam. – Przez ostatnie dwa lata rysowałam i się uczyłam, a że mamy w
rodzinie dwóch matematyków, to zrobiłam przyjemność mamie i wybrałam sztuki
piękne.
Tak
naprawdę wybrałam ten kierunek dla Rose.
-Okej,
akceptuję.
Chłopak
odchrząknął.
-Wracając
do tematu, może chcesz, żebym pokazał ci piętro, Jade? – zaproponował i
uśmiechnął się.
-Nie
zechce, idioto – warknął Dylan, podając różowego drinka Jade, a mnie sok
pomarańczowy.
-Dziękuję
– mruknęłam cicho, za co zostałam obdarzona kolejnym uśmiechem.
-Spieprzaj,
Tayler – powiedział Dylan, ściągając groźnie brwi.
-To
twoja dziewczyna?
-Przyjaciółka.
-A
tamte dwie?
-Jeśli
tkniesz Alice, to cię walnę, a Bianca sama skopie ci dupę.
Bianca
uśmiechnęła się złośliwie.
-Nie
jesteś w moim typie.
Jade
zachichotała i wstała, gdy Tayler odszedł na bezpieczną odległość.
-Chodźmy
potańczyć – poprosiła.
-Ja
nie tańczę – odparłam.
-Nie
musisz się wstydzić. Ja też nie potrafię tańczyć.
-Umiem
tańczyć, ale nie robię tego.
-Okej,
to potańczę sama. – Wstała z kanapy i zaczęła kołysać się w rytm. – Obiecałam,
że będę cię pilnować, więc będziesz musiała znosić ten widok.
Zaśmiałam
się, gdy wyrzuciła bezładnie ramiona w górę. Wyglądała jak ośmiornica, ale nie
obchodziło jej to, bo dobrze się bawiła.
Hej, tutaj autorki bloga - pod wdzięcznym pseudonimem ;) Jeśli to czytasz zostaw po sobie jakiś ślad - chwal, marudź lub po prostu napisz: hej, jestem tu i czytam! Z góry dzięki za jakiekolwiek zaangażowanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz