Rozdział
7
Pijackie
wyznania
Alice’s POV
Ja i Rose zawsze
byłyśmy nierozłączne. Od dnia moich narodzin ona mnie nie opuszczała, a może to
ja nie opuszczałam jej? Po prostu byłyśmy razem. To był jeden z powodów, dla
których byłam zapraszana na imprezy. Każdy lubił Rose - chociaż mnie też
lubiano tak jak ją. Nie tak jak młodszą siostrę swojej koleżanki – tak jak to
było z Lucy między innymi. Traktowano mnie na równi.
To była nasza ostatnia
impreza. Obie tańczyłyśmy – ona z Lukiem, a ja z Davidem. Był on ode mnie dwa
lata starszy, ale lubiłam go, a Rose twierdziła, że tworzyliśmy uroczą parę.
-Chcesz się czegoś
napić? – zaproponował David. Pokiwałam głową i przeszłam za nim do kuchni.
Usiadłam na blacie stołu i przyglądałam się temu jak nalewał piwa do mojego
kubka. Wypiłam ich już trzy i lekko szumiało mi w głowie – no dobra, bardziej
niż lekko.
-Nie chcesz zostać na
noc? – spytał mój chłopak, podając mi kubek. Pokręciłam głową.
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo chcesz zaciągnąć
mnie do łóżka, a aż tak bardzo mi się nie podobasz.
David parsknął śmiechem
i pocałował mnie otwartymi ustami.
-Uwielbiam, gdy jesteś
pijana. Jesteś wtedy szczera do bólu.
Odchyliłam głowę do
tylu. Na ustach malował mi się szeroki uśmiech, aż rozbolały mnie usta.
-Aha… Ale lubię cię.
-Wiem.
Ujęłam jego twarz w
dłonie i odrobinę ścisnęłam policzki, tak że zrobił coś na rodzaj dzióbka.
-Jesteś uroczy, ale nie
oddam ci moich majtek. Lubię je – zapewniłam ze sztuczną powagą. Ponoć gdy
byłam pijana, robiłam zabawne miny.
-Ah, ta pijacka
szczerość – westchnął David i cmoknął mnie w policzek.
Zoey
spojrzała na mnie swoimi ogromnymi piwnymi oczami. Zbladła o poł tonu, a jej
palce zacisnęły się na moim nadgarstku.
-Chyba
zaraz zwymiotuję – jęknęła i schowała twarz w moim ramieniu. – To był okropny
pomysł, żeby tutaj przychodzić.
-Wcale nie – zaprzeczyłam. Pewnie dwa lata temu
podeszłabym do Chace’a i go zbeształa, ale teraz miałam w sobie wewnętrzną
blokadę, która mówiła w odpowiednim momencie: stop, nie rób tego.
-Chcę
stąd iść!
-Nie
tylko ty – westchnął cichy głos obok nas. Odwróciłam głowę do chłopaka
skulonego w rogu kanapy. Był dość drobny, miał czarne włosy i niebieskie oczy.
Nie odrywał wzroku od Chrisa – kuzyna Dylana.
Odwróciłam
wzrok, ponieważ nieopodal Chrisa i jego partnerki, Dylan i jakaś dziewczyna
wsadzali sobie języki do gardeł. Coś ścisnęło mnie za żołądek.
Westchnęłam.
-Tak
– przyznałam im rację. – To był kiepski pomysł. – Zwróciłam twarz do chłopaka i
uśmiechnęłam się. – Jestem Alice – przedstawiłam się.
-Wiem
– odparł. – Jesteś koleżanką Dylana. Tą od swetrów i ciasteczek. Ja jestem
Ethan.
-Miło
mi cię poznać.
Chłopak
skinął głową, jakby chciał powiedzieć „mi również”.
-Ja
jestem Zoey – dodała cicho moja znajoma. Podkuliła nogi i objęła się ramionami.
Jeszcze raz zerknęła w stronę Chace’a i jego towarzyszki, a potem podniosła się
z kanapy.
-Dosyć
– powiedziała. – Muszę się czegoś napić. Idziecie ze mną?
Kiwnęłam
głową i chwyciłam Ethana za rękę i pociągnęłam za sobą. Jego policzki
zarumieniły się lekko, a potem skinął głową.
Przepchnęliśmy
się przez tłum. Po drodze minęłyśmy tańczącą Jade, która zatrzymała mnie na
moment.
-Przyniesiesz
mi sok z lodówki? – poprosiła.
-Pewnie
– odparłam, chcąc przekrzyczeć muzykę. Jade zachichotała, cmoknęła mnie w policzek
i wróciła do tańca. Ethan jakimś cudem przemykał się między ludźmi, tak że
żadne nawet go nie szturchnęło. Mogłam mu tylko pozazdrościć, bo już czułam, że
mam kilka siniaków pod żebrami.
Do
kuchni dotarliśmy z potarganymi włosami, a ze mnie do tego prawie zerwano
sweter. Tylko tego by mi brakowało.
-Jesteś
z tego akademika, Ethan? – spytałam. W odpowiedzi wyszczerzył zęby i skinął
głową.
-Super,
a macie sok, czy tylko alkohol?
-Mamy
sok wiśniowy – odparł.
Podeszłam
do lodówki i wyciągnęłam z niej karton z sokiem. Potem poszukałam plastikowego
kubeczka dla Jade i tam przelałam sok. W tym czasie Zoey i Ethan raczyli się
alkoholem.
-Poczekacie
to na mnie? – spytałam.
Ethan
skinął głową, a Zoey mu zawtórowałam. Uśmiechnęłam się do nich jeszcze i
wkroczyłam w tłum tańczących studentów. Zanotowałam sobie w pamięci, że
następnym razem Jade sama sobie pójdzie po picie.
Pewnie,
gdybym była tu z Rose, Jade dostałaby swoje picie za godzinę, bo my dwie
śmiałybyśmy się w kuchni. Może nawet ona pomagałaby mi wybrać studenta do
poderwania – stawiam dychę, że trafiłoby na Dylana. A może wciąż byłabym z
Davidem? Kto wie…
-Cholera!
Podniosłam
szybko wzrok na chłopaka z wykrzywioną wściekle twarzą. Przydługie blond włosy
opadały mu na oczy, co w sumie sprawiło, że chociaż był zły to wyglądał słodko
jak szczeniaczek.
-Czy
ty wiesz, ile kosztowała ta koszula?! – warknął i szturchnął mnie palcem w
pierś. Na jego białej koszuli malowała się pokaźnych rozmiarów ciemna plama od
soku.
Wzruszyłam
lekko ramionami.
-Przepraszam
– mruknęłam.
-Przepraszam
nie zwróci mi pieprzonej koszuli! – wydarł się. Zrobił krok na przód i
wyciągnął dłonie w moją stronę, jakby chciał złapać mnie za ramiona. Nie zrobił
tego jednak, ponieważ spojrzał na coś ponad mną i otworzył szeroko oczy.
Odwróciłam
się powoli w tamtą stronę.
Dylan’s POV
Mimowolnie
zerknąłem kątem oka na Alice, gdy całowałem… tę dziewczynę jakkolwiek miała na
imię. Jedyne co było warte jej uwago to boski tyłek. Gdyby ten tyłek miał imię,
to bym je zapamiętał.
-Dlaczego
on z nią rozmawia? – burknął Chris. Mój kuzyn oderwał się od swojej partnerki i
oderwał mnie od… no od niej.
-Co
znowu, do kurwy? – zakląłem.
-Dlaczego
Ethan gada z nimi? – sapnął i wyciągnął w stronę kanapy, gdzie siedziała Alice,
Ethan i jeszcze jakaś dziewczyna. Rzeczywiście rozmawiali.
-I
co ci nie gra?
-Nie
chcę, żeby go podrywały.
-To
gej, pamiętasz?
-I
co z tego? To nie zmienia faktu, że mi się nie podoba, że z nim rozmawiają! O
nie, wychodzą!
Rzeczywiście,
wychodzili do kuchni. Ethan jak zwykle wtopił się w tłum i szybko zniknął mi z
oczu, nieznana mi dziewczyna przepychała się przez tłum, ale Alice lawirowała
między ludźmi jakby tańczyła. To był niesamowity widok, szczególnie, gdy ktoś
na nią wpadał. Sprawiała wrażenie jakby brała udział w recitalu, a oni mylili
kroki.
-Co
oni będą tam robić? – burknął Chris. Zgrał się akurat z moją niezadowoloną
partnerką, która znudzona ciągnęła mnie za ramię.
-Nudzę
się – marudziła.
-No
i co ja mogę zrobić?
-Może…
poszlibyśmy do ciebie?
-Tayler
zajął pokój? – skłamałem niepewnie.
-To
gdziekolwiek? – warknęła.
-Idź
gdzie chcesz.
Zmierzyła
mnie wzrokiem, potem wymierzyła mi policzek – spodziewałem się tego – i
odeszła, kołysząc biodrami.
-Zakochałeś
się, że odrzuciłeś tę laskę? – spytał Chris. Nie wiedzieć czemu wkurzyłem się. Poczułem
jak świerzbią mnie dłonie i miałem czystą chęć w coś walnąć, ale powstrzymałem
się.
-A
ty? Cały czas gadasz tylko o Ethanie? – syknąłem. Chris spojrzał na mnie
zaskoczony, a jego policzki zaczerwieniły się i to nie od alkoholu.
-Serio?
Czemu mu nie powiesz?
-Bo
nie! Odwal się!
Wzruszyłem
ramionami i wróciłem do obserwowania Alice. Wychodziła właśnie z kuchni i
stanęła na moment. Patrzyła w przestrzeń i uśmiechała się. Robiła to ot tak,
jakby trwała w dziwnym zawieszeniu. Musiałem przyznać przed samym sobą, że
wyglądała pięknie z rozmierzwionymi włosami i błyszczącymi piwnymi oczyma.
Nagle
została wyrwana z tego zawieszenia przez Kevina. Był ode mnie z roku i nigdy
jakoś za nim nie przepadałem. Teraz jednak myślałem, że zmiażdżę mu głowę, gdy
zaczął na nią krzyczeć.
Bez
zastanowienia przepchnąłem się przez tłum i stanąłem za Alice. Była obecnie
jedyną barierą przed zrobieniem czegoś bardzo złego. Kevin musiał to dostrzec,
ponieważ cofnął się o krok i spojrzał na mnie z autentycznym przerażeniem. Nie
dziwiłem mu się. Po tym, co się stało ostatniego roku każdy wiedział, że nie
warto mieć we mnie wroga.
Alice
odwróciła się w moją stronę i ku memu zaskoczeniu uśmiechała się. Mógłbym
przysiądz, że atmosfera zgęstniała i wszyscy patrzyli na nas, oczekując masakry,
czegoś niefajnego, a ona uśmiechała się, jakby to było jej celem. Przywołanie
mnie tutaj, żebym ją obronił.
-Masz
jakiś problem, Kevin? – warknąłem. Chłopak spojrzał na mnie lekko spłoszony i
pokręcił głową.
-Uhm…
nie, ja… ja szedłem właśnie po nową koszulę!
-Więc
na co czekasz?
-Ja?
Nie, na nic… Nie wiedziałem, że ją znasz. – Wycofał się powoli, a potem wyszedł
szybko. Niemal wybiegł z akademika.
Alice
zacisnęła usta w wąską linię i zaczęła wiercić obcasem w podłodze, jakby
próbowała zgnieść nieistniejącego robaka.
-Ja…
chyba już pójdę – mruknęła. – Muszę wziąć leki.
-Odprowadzę
cię – zaproponowałem.
-Nie
trzeba. Baw się tutaj dobrze. – Wspięła się na palce i pocałowała mnie w
policzek, a potem odeszła i nawet nie obróciła się w moją stronę.
Alice’s POV
Uwielbiałam
horrory. Były chyba moją jedyną miłością. Nigdy nie darzyłam sympatią głównych
bohaterów tylko morderców – może to dlatego było ze mną coś nie tak? Tak czy
inaczej przez tę miłość pokochałam również American
Horror Story. To ten serial oglądałam, gdy wróciłam do domu z imprezy.
Chciałam wyrzucić z głowy obraz przerażenia Kevina i wściekłość, która malowała
się na twarz Dylana, a od dawna wiadomo, że Tate pomoże na smutki… Chyba, że
ogląda się ostatni odcinek i padają najgorsze z najgorszych słów.
- Go away, Tate!
- Nooo!
- Go away!
- Noo! I love you!
- Go away!
-Nie!
– zawołałam, licząc, że może tym razem będzie inaczej. – Odwołaj to słyszysz?
Odwołaj! Tate, wracaj!
Nienawidziłam
tego odcinka. Nie tak on powinien się skończyć. Nie i kropka.
Ktoś
zapukał do drzwi, więc odłożyłam laptop na poduszkę, wygrzebałam się spod
kołdry i mimowolnie zerknęła na moją rozciągnięta piżamę. Nie wyglądałam za
fajnie, więc miałam nadzieję, że za drzwiami nie stał mój przyszły mąż, a na
przykład Jade lub Dylan. Ktoś komu nie wstydziłabym się pokazać w
najdurniejszym z moich strojów.
Otworzyłam
drzwi. Przede mną stał Dylan. Miał zaczerwienione policzki i czuć było od niego
alkoholem na kilometr, ale stał pewnie na nogach. Przez dobre pół minuty –
najdłuższe w moim życiu swoją srogą – stał tam i patrzył na mnie. Już miałam go
zapytać, czy coś się stało, gdy zrobił krok na przód i pocałował mnie.
Ostatni
raz całowałam się jakieś dwa lata wcześniej i nie były to pocałunki najwyższej
klasy. Chociaż David uważany był za bożka seksu, to u niego polegało to na
przyciskaniu ust do warg partnerki – żadnej wielkiej filozofii. Ale Dylan nie
był Davidem. Objął mnie w tali i przycisnął do ściany. Miażdżył mi usta swoim
pocałunkiem, co sprawiło, że zakręciło mi się w głowie… A potem się odsunął. Ot
tak, po prostu. Na jego twarzy zaigrał lekki uśmieszek.
-Okej,
teraz mogę wracać.
-Że
co? – syknęłam. – Masz mi wyjaśnić, co się tutaj stało! – zażądałam. Próbowałam
uspokoić oddech, ale płuca pragnęły tlenu.
-Co
mam ci wyjaśniać? Pocałowałem cię.
-Wiem,
ale dlaczego?
-Bo
cię pragnę, a tylko na tyle mógłbym sobie pozwolić z taką dziewczyną jak ty.
-Jaką?
– spytałam. Głos mi się odrobinę załamał.
-Nudną.
Bez życia, z którą ludzie zadają się z litości. Myślicie, że jesteście nie do
zdobycia i takie się robicie, ale ten pocałunek jest mój.
Poczułam
łzy w oczach. Nie potrzebowałam żadnej litości. Nie czułam też smutku. Byłam
zła.
Nim
się zorientowałam uderzyłam Dylana z całej siły w twarz. Nie wiem, gdzie
trafiłam, ale ulżyło mi.
-Wynoś
się! – niemal krzyknęłam. Nie wydawał się zaskoczony. Spojrzał tylko na mnie i
wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi i wtedy nadszedł smutek. Objawił się w postaci
łez, które długo jeszcze płynęły.