Rozdział
6
Nauka
tańca
Alice’s POV
Luke’a poznałam kilka
dni przed jedenastymi urodzinami. Miał wtedy szesnaście lat i był w wieku Rose.
Uśmiechał się do mnie przyjaźnie, odrobinę jakby z politowaniem. Dobrze znałam
ten uśmiech, bo często pojawiał się na ustach nauczycieli, kiedy któryś z moich
kolegów mówił, że w przyszłości zostanie kimś na co szans nie miał.
-Oczywiści, Tommy.
Jestem pewien, że polecisz na Słońce. – A potem uśmiechali się w ten
specyficzny sposób.
Oczywiście rozumiałam
podejście mojego nowego partnera. Niewielu sądziło, że ktoś taki jak ja może
być jak ja. No bo nie miejmy złudzeń – byłam świetna.
Pani Snow uśmiechnęła
się do nas zdawkowo.
-Alice – zaczęła – Luke
od dziś będzie twoim partnerem.
Przyjrzałam się
chłopakowi krytycznie. Był wysoki, dobrze zbudowany, szczupły i z postawą godną
tancerza. Odrobinę nie odpowiadało mi, że jasnobrązowe włosy opadały jego oczy
o zielono-brązowej barwie. Nie oceniałam jednak przystojności mojego partnera,
ale to czy mógłby mi dorównać.
-Nie będzie trochę za
wysoki? – spytałam, krzyżując ramiona na piersi.
-Może, ale tylko on
zdoła za tobą nadążyć – odparła.
Luke uniósł brew.
-Chwilunia, wy tak na
serio, że mamy razem tańczyć? Pani Snow, mówiła mi pani o niezwykle
utalentowanej dziewczynie, a nie dziewczynce.
-Alice została
stworzona by tańczyć. Uczę ją od przeszło sześciu lat i zrobiła wielkie postępy
– zapewniła moja mentorka. – Już dawno opanowała każdy znany mi styl, teraz
szukamy kogoś, kto jest tak zdolny jak ona. Padło na ciebie.
-Ćwiczę dłużej niż ona,
jestem pewien. Skąd mogę mieć pewność, że jest tak dobra jak pani mówi, pani
Snow?
Uniosłam wysoko głowę.
Nikt nigdy nie wątpił w moje talenty. Byłam najlepsza.
-Jestem najlepsza –
stwierdziłam na głos. – A ty?
-Nie znajdziesz
lepszego w całym Portland.
Przez długi moment
patrzyliśmy sobie w oczy. Mierzyliśmy się nieufnym wzrokiem, zupełnie jakbyśmy
sprawdzali, które z nas mrugnie pierwsze.
-Dzieci, koniec tych
sprzeczek. Czas na trening.
Patrzyłam
na mój czwartkowy plan i uniosłam wysoko brwi. Pamiętałam większość
przedmiotów, na które się zapisałam i mogłam być pewna, że nie było wśród nich dodatkowego,
organizowanego dla wszystkich kursu tańca dla początkujących. Oczywiście
słyszałam o nim, ponieważ moja współlokatorka się na niego zapisała.
Odetchnęłam
głęboko i spojrzałam na Jade.
-To
twoja sprawka? – spytałam.
-Ale
co?
-Kurs
tańca!
-To
dla twojego dobra, kochanie. Nienawidzę patrzeć jak podpierasz ściany podczas
imprez, więc zapisałam nas obie.
Zmrużyłam
oczy.
-Ja
potrafię tańczyć – zapewniłam.
-Kochanie,
ale naprawdę nie masz się czego wstydzić. Ja też nie potrafię i…
-Potrafię
tańczyć, ale tego nie robię.
Dziwne
by było, gdybym tego nie potrafiła. Owszem, zrezygnowałam z publiki na stałe,
ale nie odeszłam od tańca na zawsze. Często ćwiczyłam, ale bez muzyki. Robiłam
to, żeby zachować czystość umysłu, bo tabletki nie zawsze mi ją zapewniały.
Poza tym lekarze zalecili mi gimnastykę.
-Nieważne
– mruknęłam. – Nie zapisuj mnie więcej na takie zajęcia. Następnym razem
zapytaj mnie o zdanie.
-Chciałam
ci tylko pomóc.
-Wiem
– westchnęłam. – I dlatego nie jestem wściekła.
-Czy
ty kiedykolwiek jesteś zła? Nigdy na nikogo się nie wściekasz – zauważyła.
-Nikt
nigdy mnie nie denerwuje – odparłam. – Wszyscy są tutaj tacy mili i weseli,
jakby cała złośliwość tego świata została poza kampusem.
Jade
zaśmiała się.
-Zaufaj
mi, że to nieprawda. Chyba po prostu ty masz to szczęście, że wszyscy cię
uwielbiają.
Wywróciłam
oczami.
-Przesadzasz.
-Wcale
nie. Po prostu masz w sobie coś, co sprawia, że inni pałają do ciebie sympatią.
Zresztą to nic dziwnego. Jesteś miła, potrafisz słuchać i jesteś taka radosna.
Naprawdę dziwię, że nie miałaś w liceum więcej przyjaciół.
-To
była moja świadoma decyzja – zapewniłam, chociaż moi przyjaciele nie byli nigdy
zbyt… wierni, o czym przekonałam się na własnej skórze.
Odruchowo
naciągnęłam bardziej rękawy brązowego swetra i wzruszyłam ramionami, nawiązując
tym gestem do mojej wypowiedzi.
-A
więc mogłaś mieć przyjaciół?
-Jak
każdy.
-I
zrezygnowałaś z nich?
-A
oni ze mnie.
Wzięłam
mój kubek z biurka i przeszłam do łazienki, żeby nalać sobie wody. Potem
wróciłam do pokoju, aby łyknąć tabletki.
-Dlaczego?
– dopytywała Jade. Spojrzałam na nią spod rzęs.
-Przechodziłam
trudny okres – odparłam. – A oni mi nie pomogli przez niego przebrnąć. Wręcz
przeciwnie… Zresztą, nieważne. To już za mną, nie mam zamiaru się nimi
przejmować.
-Okej…
A na co są te tabletki?
Wzruszyłam
ramionami.
-Zwykłe
witaminy – skłamałam. – Po prostu mam kiepską odporność na przeziębienia.
-Okej.
Miałam
ochotę zapewnić ją, że to naprawdę tylko witaminy, ale domyśliłaby się, ze coś
kręciłam. Dlaczego ona musiała być tak uciążliwa?
***
Jade
zmierzyła mnie krytycznym spojrzeniem, gdy weszłam do sali tanecznej. Moja
współlokatorka ubrana była mniej więcej tak samo jak każda dziewczyna na kursie
– czyli w obcisłe spodnie i jeszcze ciaśniejszy, chyba poliestrowy top
odsłaniający jej brzuch i ramiona. Pani Snow nie uznawała takich strój. Zawsze
mówiła, że najważniejsza jest wygodna i to, żeby skóra miała dostęp do
powietrza. Nie widziała sensu w tańcu w ciasnych rajstopach, chyba że tego
wymagał na przykład strój do recitalu. Między innymi dlatego ubrałam się w za
dużą bluzę i spodnie od dresu.
-Nie
miałaś nic… uhm, bardziej obcisłego? – spytała.
-Nie
– odparłam. W sumie to było to prawdą. Większość moich ciuchów była za duża,
rozciągnięta i mało seksowna. Kiedyś miałam o wiele lepszy gust.
-Wiesz,
ponoć instruktor jest cholernie pociągający – szepnęła do mnie, jakby zdradzała
mi wielką tajemnicę.
Uśmiechnęłam
się lekko.
-To
dlatego wszystkie wyglądacie tak… plastikowo?
-Och,
ja plastikowa?
-Masz
na sobie czysty poliester.
W
odpowiedzi Jade uderzyła mnie lekko w ramię i zaśmiała się. W tym momencie do
sali wszedł Luke. Serce omal mi nie stanęło, gdy go zobaczyłam. Nic się nie
zmienił – no może z wyjątkiem tego, że w jego oczach nie było tego
niesamowitego blasku. Nie dziwiłam się temu jednak. Każde z nas coś straciło po
odejściu Rose.
-O
Boże! – szepnęłam.
-Czy
ja wiem, pan Hale jest jednak o wiele bardziej seksowny.
-Co?
A, no tak…
Spojrzenia
moje i Luke’a spotkały się. Mój były partner przyglądał mi się przez dłuższy
moment, co zostało przerwane przez jego towarzyszkę. Rzucił mi jeszcze jedno
spojrzenie, jakby pytał, co tutaj robię, a ja spuściłam głowę.
Błagam, tylko nic nie
mów. Tylko nic nie mów, Luke. Proszę.
-Przepraszam
za lekkie spóźnienie – powiedział. – Zgubiliśmy się po drodze z Lorettą.
Kilka
dziewczyn zapewniło rzewnie, że nic nie szkodzi, a moja przyjaciółka
zachichotała i uśmiechnęła się uroczo. Luke odpowiedział im lekkim uśmiechem,
ale bez przekonania.
-Rozumiem,
że mam tutaj same początkujące tancerki? – spytał i rzucił mi kolejne spojrzenie.
Przełknęłam
ślinę. Cholera.
-Te
zajęcia nie będą bardzo wymagające – zapewnił. – Poznacie podstawy kilku tańców
towarzyskich, a głównie skupimy się wyczuciu rytmu.
Przez
kolejne czterdzieści pięć minut Luke przedstawiał nam program kursu, który dla
nas opracował. Jego partnerka Loretta nie odzywała się za wiele, prawie w
ogóle.
-No
cóż, to chyba tyle – zakończył Luke. – Jesteście teraz wolni… Uh, Alice, czy
mogłabyś zostać na pięć minut? – poprosił mnie, a potem spojrzał na swoją
partnerkę. – Ty też już jesteś wolna Lotta.
Podeszłam
do Luke’a. Żadne z nas nie odezwało się do czasu, gdy sala opustoszała z
uczennic.
-Naprawdę
zapisałaś się na kurs dla początkujących? – spytał.
Wzruszyłam
ramionami.
-Moja
współlokatorka zrobiła to w tajemnicy przede mną. Myśli, że nie potrafię
tańczyć.
-I
co z tym zrobisz?
-Nie
chcę wyprowadzać jej z błędu. Nie za bardzo mam ochotę wprowadzać ją w moją
przeszłość… Rozumiesz?
-Oczywiście.
-A
tak w ogóle to co u ciebie?
-Chyba
w porządku. Jakoś zebrałem się do kupy, skończyłem szkołę i no… Jestem tutaj i
uczę innych jak tańczyć. A co u ciebie?
-Długo
by opowiadać.
-Mam
czas. Co powiesz na spacer?
Odcinanie
się od przeszłości zapewne nie polega na spotykanie z jej elementami, ale nie
mogłam się powstrzymać, żeby nie porozmawiać
z kimś, kogo uważałam za przyjaciela. Szczególnie, że on jako jedyny z poza
kręgu mojej rodziny o mnie zapomniał. Co roku przysyłał mi kartki na święta i
urodziny, co zresztą ja też robiłam.
-Z
chęcią.
Dylan’s POV
Zerknąłem
na zegarek, zdając sobie sprawę, z tego że już od godziny siedziałem pod
pokojem dziewczyn w akademiku Silver Hall. Umierałem z nudów, czekając na
pojawienie się Alice albo Jade. Nie za bardzo miałem ochotę siedzieć z
chłopakami w Golden Hall, głownie dlatego że pospraszali dziewczyny. Wszyscy,
kurwa, po kolei z wyjątkiem Ethana, który zamknął się w swoim pokoju – on miał
przynajmniej wyjaśnienie. Wolał facetów i nie chciał przeszkadzać. Zresztą on
był takim typem człowieka, który raczej nie wychodził, nie integrował się z
innymi – z wyjątkiem mnie, Chrisa i paru innych.
Oczywiście
bez problemu mógłbym sobie załatwić jakąś dziewczynę, ale jakoś nie miałem
ochoty. W ogóle jakoś ode chciało mi się dziewczyn… Nie, to kurewsko źle brzmi.
To nie tak, że nie chciałem się pieprzyć, bo chciałem, tylko że z jakiegoś
powodu miałem ochotę na Alice. Nie moja wina, że ta dziewczyna – ubierająca się
w te pieprzone mięciutkie swetry – poruszała się tak seksownie…
Dobra, stop myślenia o
szesnastolatce. To jest, kurwa, nielegalne![1]
-Długo
tutaj siedzisz? – spytała Jade, wysiadając z windy. Ściągała właśnie gumkę z
włosów.
-Trochę
– odparłem. Podniosłem się z ziemi i wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
-Nie
trafiłeś nigdzie na Alice?
-Nie.
-O,
czyli ciągle siedzi z Lukiem.
-Kim?
Uśmiech
trochę mi zrzedł.
-Luke,
instruktor z kursu tańca. Chyba się znają, a ona ewidentnie wpadła mu w oko.
Coś
ścisnęło mnie za żołądek. Co, kurwa?!
-Nieważne,
muszę coś sprawdzić – dodała, wchodząc do pokoju. Wszedłem za nią i przez
moment przyglądałem się temu jak grzebie w granatowej kosmetyczce. Dopiero po
minucie dotarło do mnie, że to ta torebeczka, w której Alice trzymała swoje
leki.
-Co
ty wyprawiasz? – spytałem ostro. – Pojebało cię? To jej rzeczy!
-Ciszej!
– warknęła na mnie i wyciągnęła pudełeczko z tabletkami, które Alice łykała
codziennie rano i wieczorem. – Muszę coś sprawdzić.
-Co
jest tak ważnego, że musisz naruszyć jej przestrzeń osobistą?
-No
więc gadałam z nią dziś rano i jakoś zeszłyśmy na temat przyjaciół. Przyznała,
że sama z nich zrezygnowała i nie żałuje. Dodała też, że oni zrezygnowali z
niej… Trochę się zaniepokoiłam, ale ona szybko dodała, że nie chce wracać do
przeszłości.
-I
to powód, żeby myszkować?
-Pytałam
też o tabletki. Powiedziała, że to witaminy.
-Ludzie
biorą witaminy!
-Uwierzyłam
jej, owszem, ale nudziłam się na muzyce i zaczęłam myśleć…
-To
coś nowego.
-Milcz,
bo nie powiem ci do czego doszłam! – syknęła. – Zaczęłam łączyć fakty.
-No?
-Jeden,
Alice ciągle chodzi w swetrach. Długich, bezkształtnych i ciepłych swetrach,
chociaż jest trzydzieści stopni na zewnątrz. I nigdy, ale to nigdy nie odsłania
ciała.
W sumie szkoda, że tego
nie robi.
-To
oznacza, że chce coś ukryć. Może jakieś blizny… Dwa, wspominała o „trudnym
okresie” i że wtedy straciła przyjaciół.
-Aha.
-Trzy,
tabletki, różne w tym Deprexan i Valium… Ha! – Jade pokazała mi swój telefon,
gdzie odnalazła nazwę tabletek Alice.
-Deprexan
– przeczytałem. – Leki antydepresyjne. Redukują zaburzenia nastrojów oraz
pozbawiają napadów lękowych. – Spojrzałem na Jade. – O kurwa!
Odłożyła
pudełko do apteczki i schowała ją na miejsce.
-I
teraz tak sobie myślę, że może to wina tego Luke’a – dodała.
Zamrugałem
lekko zaskoczony.
-Dlaczego
to ma być jego wina? – spytałem.
-Znają
się i chciał z nią pogadać po lekcji, a ona wydawała się trochę jakby…
wystraszona, że go widzi. Może to jej były, który złamał jej serce?
Pokręciłem
głową.
-To
bez sensu. Przecież ona jest taka… To ostatnia osoba na ziemi, którą
podejrzewałbym o depresję!
Jade
wzruszyła ramionami.
-Wiem,
ale nie ma innego wyjaśnienia – powiedziała.
Skrzyżowałem
ramiona na piersi i na moment przymknąłem powieki.
-Myślisz,
że powinniśmy z nią porozmawiać? – spytała.
-Nie.
W końcu wszystko z nią gra, prawda? Po co przysparzać jej zmartwień?
-Racja,
ale i tak warto by się dowiedzieć kim jest ten Luke, co nie? Bo jeśli to on ją
skrzywdził…
-Spokojnie,
Jade – mruknąłem. Miałem dodać coś więcej, ale telefon w mojej kieszeni
zawibrował. Sięgnąłem po niego, żeby sprawdzić wiadomość.
Steph: Hej, Dyl :* Nie spóźnij się na eliminacje!!! <3
Ja: O której dokładnie?
Steph: O 18! Mówiłam ci przecież -_-
Ja: OK
-Muszę
się zbierać – powiedziałem do Jade. – Nie zrób niczego głupiego, dobra?
-Ja
nigdy nie robię głupich rzeczy – odparła, marszcząc nos. Nie skomentowałem
tego. Pożegnałem ją tylko i wyszedłem z akademika. Dzień wcześniej Steph
zaprosiła mnie, żebym sobie pooglądał eliminacje cherlleaderek. Trzeba było
kimś zastąpić, te które odeszły. Nie wiem, po co ja im byłem w tym potrzebny,
bo nawet nie grałem w żadnej szkolnej drużynie – nie żeby trener nie próbował
mnie zwerbować do zapasów.
W
mniej niż pół godziny dotarłem na szkolny stadion. Zastałem tam równiutki
rządek pierwszoroczniaczek w krótkich spodenkach i topach. Przed nimi stała
Steph w pełnym stroju cherlleaderki. Prawie natychmiast mnie zauważyła i
dotarła do mnie w kilku susach. Wskoczyła mi niemal na ramiona i pocałowała.
Uśmiechnąłem
się lekko.
-Cześć.
-Stęskniłam
się – zaszczebiotała słodko. – A ty?
-Jakoś
nie bardzo – odparłem.
Steph
uniosła brwi i zeskoczyła na trawę.
-Uprawiałeś
ze mną seks – przypomniała. – Pięć razy.
Westchnąłem.
-Tylko
seks – przypomniałem.
-Oczywiście,
ale stęskniłam się za „tylko seksem”. Co powiesz na szybki numerek za
trybunami, gdy skończę z tymi małolatami?
Wzruszyłem
ramionami.
-Zobaczy
się.
-Zobaczy
się?
-Chmury
są tak ciemne, że pewnie lunie, a jakoś pieprzenie się w deszczu na śliskiej
trawie nie jest szczytem moich fantazji… Chyba, że przeprałabyś się za króliczka…
albo dała mi ciasteczka. – Puściłem do niej oczko, żeby wiedziała, że tak tylko
gadam. Muszę przecież odreagować to napięcie seksualne.
-Ah,
zgrywasz się! – zachichotała. Odwróciła się do dziewczyn. Pierwszoroczne
przyglądały się Steph z lekkim przestrachem z wyjątkiem tych kilku, które
wyglądały jakby były pewne, że podbiją świat.
-No,
dziewczyny, na początek pokażcie swoje układy! Ale najpierw… Dylan?
-Hm?
-Pocałuj
ją. – Steph wskazała palcem na najniższą z dziewczyn. Lekko krępą blondynkę w
luźnym dresie. Uniosłem brew, ale podszedłem do tej dziewczyny i pocałowałem ją
bez większych oporów. Nie miałem zielonego pojęcia po co to Steph, ale
dziewczyna całowała nieźle… Do czasu, aż się ode mnie odsunęła.
-Mam
chłopaka – powiedziała. Wyszczerzyłem się w uśmiechu.
-A
ja nie mam chłopaka, ale możesz go ode mnie pozdrowić – odparłem. – Ej, Steph,
po co ci w ogóle ten całus?
-Chciałam
ją przetestować. Gdyby coś ją zaskoczyło potrafiłaby się dopasować, a potem
przekierować wszystko na odpowiednie tory. – A potem zwróciła się do
dziewczyny. – Jeżeli dobrze zatańczysz to masz spore szanse na dostanie się.
Ona
uśmiechnęła się tylko w odpowiedzi, a ja rozsiadłem się na trawie i
przyglądałem się tańczącym dziewczynom. Nie zwracałem uwagi na ich imiona czy
układy, po prostu przelatywały mi przed oczami i przez umysł jak kolejne kanały
w TV. Nawet nie słyszałem muzyki i ich okrzyków do momentu, gdy Steph
powiedziała coś, co przyciągnęło moją uwagę.
-To
przesłuchanie zamknięte.
-Naprawdę?
– odpowiedział chłopak mniej więcej w naszym wieku. Domyśliłem się, że to
niejaki Luke, tylko dlatego że obok niego stała lekko skulona Alice. Tym razem
dla odmiany miała na sobie za dużą bluzę zamiast swetra. – Liczyliśmy, że
podopingujemy naszą koleżankę.
-Doping
dla dopingu? Kto to widział?
-Taka
solidarność tancerzy. – Chłopak uśmiechnął się do tamtej blondynki. – Cześć,
Margo.
-Hej,
Luke.
-Nieważne
– wtrąciła Steph. – Możecie poczekać do końca.
Alice
zajęła miejsce na trawie obok mnie, a Luke koło niej. Oparła czoło o jego ramię
i przyglądała się tańczącej Margo z dziwnym blaskiem w oczach. Przyznam, że
dziewczyna tańczyła zawodowo, chociaż nie wygląda na kogoś, kto miałby chociaż
wyczucie rytmu. Na jej tańcu skupiłem się trochę bardziej, chociaż jakoś
bardziej przejąłem się tym, że nie usłyszałem od Alice nawet głupiego „hej”. W
sumie to ona w ogóle się nie odezwała i wyglądała na przygnębiona. Ogarnęła
mnie wewnętrzna ochota rozśmieszenia jej. Powstrzymałem się tylko z powodu
durnego Luke’a, który wkurzał mnie samą swoją obecnością. Miałem ochotę walnąć
go za samo dotykanie Alice, chociaż nie miałem tego prawa.
-No
dobra! – Steph klasnęła w dłonie dla zwrócenia uwagi. – Ten krótki pokaz mi
wystarczy, żeby oznajmić, że w drużynie zostaje Margo.
W
tym momencie Alice podniosła się z trawy.
-Muszę
już iść – powiedziała i uśmiechnęła się do Luke’a.
-Odprowadzę
cię…
-Nie,
nie trzeba, Luke, ale dziękuję. – Pocałowała go w policzek i odeszła, a mnie
omal nie trafił jasny szlag. Miałem ochotę rzucić się na tego gościa i zmienić
go w krwawą miazgę, ale bezpieczniej było skupić się na Steph. Wszystko
chciałem przenieść na Steph.
Podniosłem
się z ziemi i pociągnąłem ją za sobą.
-Ej,
co robisz?
-Zdaje
się, że obiecałaś mi seks pod trybunami – warknąłem przez zęby.
W
tym momencie nie liczyło się dla mnie nic oprócz tego, by wyrzucić z siebie
całą tę złość, a że seks lubię najbardziej – wybrałem ten sposób. Ssąc jej lewe
ucho, rozpiąłem zamek od moich spodni.
-Bierzesz
tabletki, czy muszę użerać się z prezerwatywą?
-Tabletki
–wyjąkała. Przygryzła dolną wargę, gdy włożyłem dłoń w jej majtki. To była
zaleta Steph – zawsze wilgotna na czas.
-Dobra,
dziewczynka.
Lewą
rękę wysunęła się w moje włosy i pociągnęła za końcówki. Owinęła swoje nogi
wokół moich bioder.
-Czego
chcesz? -Szepnąłem jej do ucha.
-Chce
czuć go w sobie – zażądała. W tym momencie wszedłem w nią, tak aż zapiszczała.
Poruszałem się szybko, bo bądźmy szczerzy, nie kocham się, ja je pierdole. Tu
chodzi tylko o chwilę zapomnienia. Ten moment gdzie nie myślisz o tym, co się
stało lub będzie. To mnie odpręża. Czuję się jak chuj z tego powodu, ale to
prawda. I wiem, że nie tylko ja tak robię. Jestem młody, chcę się wyszaleć –
nic w tym złego. Nigdy bym nie chciał być kimś cichym, kimś bez życia
towarzyskiego, kimś kim jest Alice... Bycie jednak mną też nie jest szczytem
marzeń.
Gdy
doszedłem, wyszedłem z niej i postawiłem ją na ziemi. Zacząłem iść w stronę
akademika, nie zwracając uwagi na pełne oburzenia krzyki Steph. Nigdy wcześniej
nie zostawiłem jej tak bez słowa.
Poczułem
krople wody na nosie. Kurwa, teraz?!
Miałem
dość tego dnia.
Miałem
dość, że ciągle w myślach mam Alice.
Miałem
dość siebie.
[1] W stanie Nowy Jork seks jest legalny od 17 roku życia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz