niedziela, 25 października 2015

Rozdział 7

Rozdział 7

Pijackie wyznania





Alice’s POV

Ja i Rose zawsze byłyśmy nierozłączne. Od dnia moich narodzin ona mnie nie opuszczała, a może to ja nie opuszczałam jej? Po prostu byłyśmy razem. To był jeden z powodów, dla których byłam zapraszana na imprezy. Każdy lubił Rose - chociaż mnie też lubiano tak jak ją. Nie tak jak młodszą siostrę swojej koleżanki – tak jak to było z Lucy między innymi. Traktowano mnie na równi.
To była nasza ostatnia impreza. Obie tańczyłyśmy – ona z Lukiem, a ja z Davidem. Był on ode mnie dwa lata starszy, ale lubiłam go, a Rose twierdziła, że tworzyliśmy uroczą parę.
-Chcesz się czegoś napić? – zaproponował David. Pokiwałam głową i przeszłam za nim do kuchni. Usiadłam na blacie stołu i przyglądałam się temu jak nalewał piwa do mojego kubka. Wypiłam ich już trzy i lekko szumiało mi w głowie – no dobra, bardziej niż lekko.
-Nie chcesz zostać na noc? – spytał mój chłopak, podając mi kubek. Pokręciłam głową.
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo chcesz zaciągnąć mnie do łóżka, a aż tak bardzo mi się nie podobasz.
David parsknął śmiechem i pocałował mnie otwartymi ustami.
-Uwielbiam, gdy jesteś pijana. Jesteś wtedy szczera do bólu.
Odchyliłam głowę do tylu. Na ustach malował mi się szeroki uśmiech, aż rozbolały mnie usta.
-Aha… Ale lubię cię.
-Wiem.
Ujęłam jego twarz w dłonie i odrobinę ścisnęłam policzki, tak że zrobił coś na rodzaj dzióbka.
-Jesteś uroczy, ale nie oddam ci moich majtek. Lubię je – zapewniłam ze sztuczną powagą. Ponoć gdy byłam pijana, robiłam zabawne miny.
-Ah, ta pijacka szczerość – westchnął David i cmoknął mnie w policzek.

Zoey spojrzała na mnie swoimi ogromnymi piwnymi oczami. Zbladła o poł tonu, a jej palce zacisnęły się na moim nadgarstku.
-Chyba zaraz zwymiotuję – jęknęła i schowała twarz w moim ramieniu. – To był okropny pomysł, żeby tutaj przychodzić.
-Wcale  nie – zaprzeczyłam. Pewnie dwa lata temu podeszłabym do Chace’a i go zbeształa, ale teraz miałam w sobie wewnętrzną blokadę, która mówiła w odpowiednim momencie: stop, nie rób tego.
-Chcę stąd iść!
-Nie tylko ty – westchnął cichy głos obok nas. Odwróciłam głowę do chłopaka skulonego w rogu kanapy. Był dość drobny, miał czarne włosy i niebieskie oczy. Nie odrywał wzroku od Chrisa – kuzyna Dylana.
Odwróciłam wzrok, ponieważ nieopodal Chrisa i jego partnerki, Dylan i jakaś dziewczyna wsadzali sobie języki do gardeł. Coś ścisnęło mnie za żołądek.
Westchnęłam.
-Tak – przyznałam im rację. – To był kiepski pomysł. – Zwróciłam twarz do chłopaka i uśmiechnęłam się. – Jestem Alice – przedstawiłam się.
-Wiem – odparł. – Jesteś koleżanką Dylana. Tą od swetrów i ciasteczek. Ja jestem Ethan.
-Miło mi cię poznać.
Chłopak skinął głową, jakby chciał powiedzieć „mi również”.
-Ja jestem Zoey – dodała cicho moja znajoma. Podkuliła nogi i objęła się ramionami. Jeszcze raz zerknęła w stronę Chace’a i jego towarzyszki, a potem podniosła się z kanapy.
-Dosyć – powiedziała. – Muszę się czegoś napić. Idziecie ze mną?
Kiwnęłam głową i chwyciłam Ethana za rękę i pociągnęłam za sobą. Jego policzki zarumieniły się lekko, a potem skinął głową.
Przepchnęliśmy się przez tłum. Po drodze minęłyśmy tańczącą Jade, która zatrzymała mnie na moment.
-Przyniesiesz mi sok z lodówki? – poprosiła.
-Pewnie – odparłam, chcąc przekrzyczeć muzykę. Jade zachichotała, cmoknęła mnie w policzek i wróciła do tańca. Ethan jakimś cudem przemykał się między ludźmi, tak że żadne nawet go nie szturchnęło. Mogłam mu tylko pozazdrościć, bo już czułam, że mam kilka siniaków pod żebrami.
Do kuchni dotarliśmy z potarganymi włosami, a ze mnie do tego prawie zerwano sweter. Tylko tego by mi brakowało.
-Jesteś z tego akademika, Ethan? – spytałam. W odpowiedzi wyszczerzył zęby i skinął głową.
-Super, a macie sok, czy tylko alkohol?
-Mamy sok wiśniowy – odparł.
Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam z niej karton z sokiem. Potem poszukałam plastikowego kubeczka dla Jade i tam przelałam sok. W tym czasie Zoey i Ethan raczyli się alkoholem.
-Poczekacie to na mnie? – spytałam.
Ethan skinął głową, a Zoey mu zawtórowałam. Uśmiechnęłam się do nich jeszcze i wkroczyłam w tłum tańczących studentów. Zanotowałam sobie w pamięci, że następnym razem Jade sama sobie pójdzie po picie.
Pewnie, gdybym była tu z Rose, Jade dostałaby swoje picie za godzinę, bo my dwie śmiałybyśmy się w kuchni. Może nawet ona pomagałaby mi wybrać studenta do poderwania – stawiam dychę, że trafiłoby na Dylana. A może wciąż byłabym z Davidem? Kto wie…
-Cholera!
Podniosłam szybko wzrok na chłopaka z wykrzywioną wściekle twarzą. Przydługie blond włosy opadały mu na oczy, co w sumie sprawiło, że chociaż był zły to wyglądał słodko jak szczeniaczek.
-Czy ty wiesz, ile kosztowała ta koszula?! – warknął i szturchnął mnie palcem w pierś. Na jego białej koszuli malowała się pokaźnych rozmiarów ciemna plama od soku.
Wzruszyłam lekko ramionami.
-Przepraszam – mruknęłam.
-Przepraszam nie zwróci mi pieprzonej koszuli! – wydarł się. Zrobił krok na przód i wyciągnął dłonie w moją stronę, jakby chciał złapać mnie za ramiona. Nie zrobił tego jednak, ponieważ spojrzał na coś ponad mną i otworzył szeroko oczy.
Odwróciłam się powoli w tamtą stronę.

Dylan’s POV

Mimowolnie zerknąłem kątem oka na Alice, gdy całowałem… tę dziewczynę jakkolwiek miała na imię. Jedyne co było warte jej uwago to boski tyłek. Gdyby ten tyłek miał imię, to bym je zapamiętał.
-Dlaczego on z nią rozmawia? – burknął Chris. Mój kuzyn oderwał się od swojej partnerki i oderwał mnie od… no od niej.
-Co znowu, do kurwy? – zakląłem.
-Dlaczego Ethan gada z nimi? – sapnął i wyciągnął w stronę kanapy, gdzie siedziała Alice, Ethan i jeszcze jakaś dziewczyna. Rzeczywiście rozmawiali.
-I co ci nie gra?
-Nie chcę, żeby go podrywały.
-To gej, pamiętasz?
-I co z tego? To nie zmienia faktu, że mi się nie podoba, że z nim rozmawiają! O nie, wychodzą!
Rzeczywiście, wychodzili do kuchni. Ethan jak zwykle wtopił się w tłum i szybko zniknął mi z oczu, nieznana mi dziewczyna przepychała się przez tłum, ale Alice lawirowała między ludźmi jakby tańczyła. To był niesamowity widok, szczególnie, gdy ktoś na nią wpadał. Sprawiała wrażenie jakby brała udział w recitalu, a oni mylili kroki.
-Co oni będą tam robić? – burknął Chris. Zgrał się akurat z moją niezadowoloną partnerką, która znudzona ciągnęła mnie za ramię.
-Nudzę się – marudziła.
-No i co ja mogę zrobić?
-Może… poszlibyśmy do ciebie?
-Tayler zajął pokój? – skłamałem niepewnie.
-To gdziekolwiek? – warknęła.
-Idź gdzie chcesz.
Zmierzyła mnie wzrokiem, potem wymierzyła mi policzek – spodziewałem się tego – i odeszła, kołysząc biodrami.
-Zakochałeś się, że odrzuciłeś tę laskę? – spytał Chris. Nie wiedzieć czemu wkurzyłem się. Poczułem jak świerzbią mnie dłonie i miałem czystą chęć w coś walnąć, ale powstrzymałem się.
-A ty? Cały czas gadasz tylko o Ethanie? – syknąłem. Chris spojrzał na mnie zaskoczony, a jego policzki zaczerwieniły się i to nie od alkoholu.
-Serio? Czemu mu nie powiesz?
-Bo nie! Odwal się!
Wzruszyłem ramionami i wróciłem do obserwowania Alice. Wychodziła właśnie z kuchni i stanęła na moment. Patrzyła w przestrzeń i uśmiechała się. Robiła to ot tak, jakby trwała w dziwnym zawieszeniu. Musiałem przyznać przed samym sobą, że wyglądała pięknie z rozmierzwionymi włosami i błyszczącymi piwnymi oczyma.
Nagle została wyrwana z tego zawieszenia przez Kevina. Był ode mnie z roku i nigdy jakoś za nim nie przepadałem. Teraz jednak myślałem, że zmiażdżę mu głowę, gdy zaczął na nią krzyczeć.
Bez zastanowienia przepchnąłem się przez tłum i stanąłem za Alice. Była obecnie jedyną barierą przed zrobieniem czegoś bardzo złego. Kevin musiał to dostrzec, ponieważ cofnął się o krok i spojrzał na mnie z autentycznym przerażeniem. Nie dziwiłem mu się. Po tym, co się stało ostatniego roku każdy wiedział, że nie warto mieć we mnie wroga.
Alice odwróciła się w moją stronę i ku memu zaskoczeniu uśmiechała się. Mógłbym przysiądz, że atmosfera zgęstniała i wszyscy patrzyli na nas, oczekując masakry, czegoś niefajnego, a ona uśmiechała się, jakby to było jej celem. Przywołanie mnie tutaj, żebym ją obronił.
-Masz jakiś problem, Kevin? – warknąłem. Chłopak spojrzał na mnie lekko spłoszony i pokręcił głową.
-Uhm… nie, ja… ja szedłem właśnie po nową koszulę!
-Więc na co czekasz?
-Ja? Nie, na nic… Nie wiedziałem, że ją znasz. – Wycofał się powoli, a potem wyszedł szybko. Niemal wybiegł z akademika.
Alice zacisnęła usta w wąską linię i zaczęła wiercić obcasem w podłodze, jakby próbowała zgnieść nieistniejącego robaka.
-Ja… chyba już pójdę – mruknęła. – Muszę wziąć leki.
-Odprowadzę cię – zaproponowałem.
-Nie trzeba. Baw się tutaj dobrze. – Wspięła się na palce i pocałowała mnie w policzek, a potem odeszła i nawet nie obróciła się w moją stronę.

Alice’s POV

Uwielbiałam horrory. Były chyba moją jedyną miłością. Nigdy nie darzyłam sympatią głównych bohaterów tylko morderców – może to dlatego było ze mną coś nie tak? Tak czy inaczej przez tę miłość pokochałam również American Horror Story. To ten serial oglądałam, gdy wróciłam do domu z imprezy. Chciałam wyrzucić z głowy obraz przerażenia Kevina i wściekłość, która malowała się na twarz Dylana, a od dawna wiadomo, że Tate pomoże na smutki… Chyba, że ogląda się ostatni odcinek i padają najgorsze z najgorszych słów.
- Go away, Tate!
- Nooo!
- Go away!
- Noo! I love you!
- Go away!
-Nie! – zawołałam, licząc, że może tym razem będzie inaczej. – Odwołaj to słyszysz? Odwołaj! Tate, wracaj!
Nienawidziłam tego odcinka. Nie tak on powinien się skończyć. Nie i kropka.
Ktoś zapukał do drzwi, więc odłożyłam laptop na poduszkę, wygrzebałam się spod kołdry i mimowolnie zerknęła na moją rozciągnięta piżamę. Nie wyglądałam za fajnie, więc miałam nadzieję, że za drzwiami nie stał mój przyszły mąż, a na przykład Jade lub Dylan. Ktoś komu nie wstydziłabym się pokazać w najdurniejszym z moich strojów.
Otworzyłam drzwi. Przede mną stał Dylan. Miał zaczerwienione policzki i czuć było od niego alkoholem na kilometr, ale stał pewnie na nogach. Przez dobre pół minuty – najdłuższe w moim życiu swoją srogą – stał tam i patrzył na mnie. Już miałam go zapytać, czy coś się stało, gdy zrobił krok na przód i pocałował mnie.
Ostatni raz całowałam się jakieś dwa lata wcześniej i nie były to pocałunki najwyższej klasy. Chociaż David uważany był za bożka seksu, to u niego polegało to na przyciskaniu ust do warg partnerki – żadnej wielkiej filozofii. Ale Dylan nie był Davidem. Objął mnie w tali i przycisnął do ściany. Miażdżył mi usta swoim pocałunkiem, co sprawiło, że zakręciło mi się w głowie… A potem się odsunął. Ot tak, po prostu. Na jego twarzy zaigrał lekki uśmieszek.
-Okej, teraz mogę wracać.
-Że co? – syknęłam. – Masz mi wyjaśnić, co się tutaj stało! – zażądałam. Próbowałam uspokoić oddech, ale płuca pragnęły tlenu.
-Co mam ci wyjaśniać? Pocałowałem cię.
-Wiem, ale dlaczego?
-Bo cię pragnę, a tylko na tyle mógłbym sobie pozwolić z taką dziewczyną jak ty.
-Jaką? – spytałam. Głos mi się odrobinę załamał.
-Nudną. Bez życia, z którą ludzie zadają się z litości. Myślicie, że jesteście nie do zdobycia i takie się robicie, ale ten pocałunek jest mój.
Poczułam łzy w oczach. Nie potrzebowałam żadnej litości. Nie czułam też smutku. Byłam zła.
Nim się zorientowałam uderzyłam Dylana z całej siły w twarz. Nie wiem, gdzie trafiłam, ale ulżyło mi.

-Wynoś się! – niemal krzyknęłam. Nie wydawał się zaskoczony. Spojrzał tylko na mnie i wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi i wtedy nadszedł smutek. Objawił się w postaci łez, które długo jeszcze płynęły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz