piątek, 9 października 2015

Rozdział 5

Rozdział 5

Sen wśród książek





Alice’s POV

-Alice!
PĄCZKOWANIE – RODZAJ ROZMNAŻANIA BEZPŁCIOWEGO, POLEGAJĄCY NA WYTWARZANIU PRZEZ ORGANIZM RODZICIELSKI MAŁEGO FRAGMENTU, KTÓRY PO ODERWANIU SIĘ OD RODZICA SAMODZIELNIE ROZWIJA SIĘ W IDENTYCZNĄ GENETYCZNIE KOPIĘ.
-Alice!
Byłam akurat w trakcie uczenia się biologii, kiedy Mia pstryknęła mi palcami przed twarzą. Spojrzałam na nią odrobinę nieprzytomnie. Myślami wciąż byłam przy metodach rozmnażania bezpłciowego. Chciałam powtórzyć sobie wiadomości, ponieważ jutro miałam pisać test maturalny z biologii – dziś zdawałam angielski i matematykę i poszło mi naprawdę dobrze.
-Hm?
-Naprawdę masz zamiar iść na kierunek sztuka?
-Mhm.
Podczas obiadu oznajmiłam rodzicom, że wybrałam już kierunek – sztuka. Nie to ich jednak zaszokowało, a to iż chcę studiować w Nowym Jorku. Wiele kilometrów od domu. Oczywiście próbowali mnie namówić, żebym wybrała któryś z uniwersytetów w Portland, ale nie miałam zamiaru zmieniać zdania i po długim momencie milczenia i braku reakcji na przekonywania – skapitulowali.
Moją siostrę jednak ubodło to, jaki kierunek sobie obrałam.
-I co ty będziesz robić po takich studiach?
Wzruszyłam ramionami. Mogłam uczyć plastyki. Mogłam zostać artystką. A jeśli szczęście by mi dopisało mogłabym robić to, co sobie zaplanowałam. Otworzyłabym niewielką księgarnie lub zatrudniłam się w bibliotece i do końca życia układałabym książki. Kiedyś moim marzeniem był taniec i publika, dziś chciałam móc mieć spokój i nic więcej, a czy jest coś bardziej spokojnego niż książki?
-Jeżeli robisz to, bo Rose też wybrała ten kierunek to przestań.
Wywróciłam oczami. Chciałabym powiedzieć Mii, że to nie przez Rose, bo naprawdę lubiłam rysować. Cały mój pokój wypełniony był rysunkami, szkicami, obrazami… Niestety, żeby coś powiedzieć musiałabym się odezwać, a ja nie miałam ochoty na rozmowy.
-Odpuść sobie zgrywanie super siostry, bo już na to za późno.
To było jak cios w brzuch. Na moment zabrakło mi tchu, a w oczach poczułam piekące łzy, ale nie uroniłam ani jednej.
Wzięłam wdech i podniosłam się z mojego łóżka. Miałam na sobie bluzę po Aleksie i jakieś spodnie od dresu, więc zapewne nie wyglądałam poważnie, gdy otworzyłam drzwi i gestem wskazałam, aby Mia opuściła mój pokój. Przez moment starsza siostra mrużyła wściekle oczy i mierzyła mnie swym morderczym spojrzeniem, ale gdy je wytrzymałam, uznała, że zostawi mnie w spokoju.

-Gdzie idziesz? – spytała Jade, gdy wkładałam moje trampki.
-Do biblioteki – odparłam.
-Po co?
-Praca studencka.
-Nie mówiłaś, że pracujesz w bibliotece – mruknął Dylan znad ekranu laptopa. Przeszukiwał właśnie czeluści Internetu w poszukiwaniu przepisu na ciastka. Zebrał już trzydzieści potencjalnych przepisów i miał zamiar je przetestować.
-Nie pytaliście.
-O której kończysz?
-Koło jedenastej.
-Będzie ciemno – zauważył Dylan.
Wywróciłam oczami.
-Jakoś trafię.
-A jak napadnie cię jakiś zbok? – spytała Jade.
-Nie napadnie.
-Czy ja wiem, po ciemku i kilku piwach każdy jest dużo atrakcyjniejszy – wtrącił Dylan, wciąż wpatrując się w ekran.
Auć! Nie żeby mi zależało czy coś, ale kurczę, fajnie by było, gdyby Dylan uznał mnie za ładną.
-To było chamskie – stwierdziła Jade.
-Ale co?
-To co powiedziałeś.
-Aha. Chodźmy. – Podniósł się z krzesła i spojrzał na mnie z wyczekiwaniem w oczach.
-My?
-Przecież cię samej nie puszczę – prychnął.
-Dam sobie radę sama.
-Mowy nie ma! Nie będę zamartwiał się przez następnych pięć godzin tym, czy nikt cię nie porwał lub nie zbałamucił!
-Kto mówi zbałamucił?
-Ja. Nie marudź, idziemy.

***

Dylan nie był najlepszym pomocnikiem. Nie do końca potrafił zorientować się, gdzie odłożyć jaką książkę, więc w końcu wysłałam go, żeby poczekał ma mnie przy stoliku w czytelni na dole. Samej praca szła mi o wiele sprawniej i przyjemniej. Lubiłam ten spokój, który panował w bibliotece – cisza i ewentualny szelest przewracanych kartek papieru.
Odłożyłam właśnie Króla Edypa na swoje miejsce wśród półek, gdy w kieszeni spodni zawibrował mój telefon. To Zoey napisała mi SMS.

Zoey: Hej, będziesz na imprezie w Golden Hall w piątek?
Ja: Nie mam pojęcia. Nie chce mi się tam iść, ale Jade pewnie mnie wyciągnie.
Zoey: Chace mieszka w Golden Hall.
Ja: Chace – masz na myśli twojego byłego chłopaka, który jest dupkiem, bo cię zostawił, gdy był na pierwszym roku studiów, a ty w tym czasie kończyłaś liceum i chciał się wyszaleć?
Zoey: Idealnie to podsumowałaś :’(
Ja: A czy wspominałam też o złamanym sercu?
Zoey: Błagam – przestań.

Uśmiechnęłam się lekko. Z jakiegoś powodu ludzie lubili mi się zwierzać, darzyli mnie zaufaniem – najwidoczniej miałam w sobie ukrytego psychoterapeutę, którego inni wyczuwali. Tak czy inaczej ten dar – a może przekleństwo – zadziałało i Zoey już pierwszego dnia znajomości zwierzyła mi się i opowiedziała swoją historię.
Z Chace’em chodzili do jednego liceum i on był rok starszy. Oboje mieszkali w Filadelfii – tak samo jak Dylan i Jade, ale się nie znali. To znaczy Zoey była dość nieśmiała i Chace’a poznała przez przypadek, ponieważ podczas lunchu wylała na niego sok, co go bardzo rozbawiło. Dalej to już jakoś poszło, jak to stwierdziła sama Zoey. Tak czy inaczej Chace nie był nieśmiały i chociaż chodził do innego liceum to na jednej z imprez poznał Dylana i byli przyjaciółmi. To dlatego Chace wybrał uniwersytet w Nowym Jorku i tutaj poznał nowe możliwości. Sama Zoey przeprowadziła się do NY, ponieważ jej ojciec uciekł z młodszą kochanką, a matka popadła w alkoholizm, więc opiekę nad nią przejął  jej starszy brat.

Ja: A dlaczego pytasz, czy tam pójdę?
Zoey: Ponieważ niejaki Chris mnie zaprosił. Pomogłam mu z zadaniem z ekonomii i powiedział, że mogę wpaść. Fajnie by było wyrwać się z akademika, bo dziewczyna, z którą mieszkam jest straszna, a nie chcę iść sama.
Ja: Możemy iść razem. Ostatnio jak tam byłam to z Biancą zjadłyśmy im niemal całą zawartość lodówki. ;)
Zoey: DZIĘKUJĘ!!! :*
Ja: Proszę.

Odłożyłam ostatnią książkę na półkę i zerknęłam na zegarek w komórce. Zbliżała się dwudziesta trzecia – stoliki pościerałam już wcześniej, więc mogłam pójść po Dylana i skończyć pracę na dziś.
Znalazłam go na parterze biblioteki, gdzie leżał przy jednym ze stolików. Usta miał lekko rozchylone i wyglądał wtedy… Boże, wyglądał tak uroczo i słodko, że miałam ochotę go pocałować i poszczypać w policzki. Cholera, miałam ochotę polizać go po tej słodkiej twarzy!
Na szczęście się powstrzymałam i jedynie zrobiłam mu zdjęcia, które wysłałam Jade z dopiskiem: MÓJ OBROŃCA USNĄŁ ^^.
Szturchnęłam lekko Dylana. Otworzył zaspane oczy i spojrzał na mnie lekko nieprzytomny.
-Mmm… No?
-Skończyłam na dziś.
-Jeszcze pięć minut.
-Rusz się albo pójdę bez ciebie – zagroziłam. Uniósł brwi i uśmiechnął się figlarnie, po czym wstał i poprawił koszulę, w której był.
-Okej.
Wyszliśmy na chłodne nocne powietrze. Rzeczywiście było zaskakująco ciemno jak na pierwszy tydzień sierpnia i zaskakująco dużo osób nas mijało. Większość z nich znała Dylana i nasza podróż do akademika Silver Hall w dziewięćdziesięciu procentach składała się z powitań i podtrzymywaniu lekko pijanych studentów. Spokojnie zrobiło się dopiero jakieś trzysta metrów od mojego akademika.
-Hej, Alice?
-Hm?
-Ja wcale nie myślę, że nie jesteś ładna.
Podniosłam na niego wzrok i zaśmiałam się.
-Niezbyt przejęłam się tamtą opinią – skłamałam. – Ale dziękuję.
-Po prostu chodziło mi o to, że skoro brzydkie dziewczyny są ładne po alkoholu, no to reszta dziewczyn… wiesz.
-Czy ty próbujesz powiedzieć, że jestem ładna?
-Tak. Nie… Nie wiem.
Uśmiechnęłam się lekko i pokręciłam głową.
-Nie musisz się usprawiedliwiać. Rozumiem.
-Aha, okej. – Kopnął kamyk, który odbił się w stronę kwiatów. – Uhm… Tak w ogóle to w piątek jest impreza w Golden Hall.
-Tam co chwila jest jakaś impreza.
-Tak, wiem, ale… Pomyślałem sobie, że fajnie by było gdybyś przyszła. Z jakiegoś powodu, gdy ty jesteś wszyscy bawią się dobrze.
-I tak miałam zamiar tam iść. Koleżanka mnie o to prosiła.
-No to… fajnie. – Zatrzymaliśmy się pod Silver Hall. – Będę już leciał.

Przez moment patrzyłam za nim, jak odchodził, aż kompletnie rozmył się w ciemności. Potem sama też wróciłam do pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz