piątek, 9 października 2015

Rozdział 3

Rozdział 3

Przyjaciele są ważni





Alice’s POV

Lucy poznałam w pierwszej klasie. Obie miałyśmy po pięć lat, a ona była śliczna. To mi się w niej spodobało – obie byłyśmy śliczne i uśmiechnięte. Inne dzieci płakały i marudziły, a my dwie uśmiechałyśmy się od ucha do ucha. Szkoła miała być nową przygodą.
-Cześć – powiedziałam.
-Cześć – odparła.
-Jestem Alice – przedstawiłam się. – A ty?
-Lucy.
-Chcesz ze mną usiąść?
Pokiwała głową i uśmiechnęła się. Chociaż ona już się uśmiechała, więc jej uśmiech się poszerzył.
-Pewnie!
Wybrałyśmy ławkę z tyłu, żeby móc sobie porozmawiać. Moja starsza siostra – Rose – powiedziała, że zawsze powinnam wybierać ławkę z tyłu, bo tam wolno rozmawiać, ale tylko po cichu. Z przodu w ogóle nie można było gadać, a ja bardzo lubiłam gadać.
-Chcesz się pobawić po szkole? – spytała Lucy. Mówiłyśmy szeptem, ale pani i tak czasem patrzyła na nas krzywo. Zwykle uśmiechałam się wtedy do niej tak szeroko, że było widać brak dolnej jedynki, a ona odpowiadała mi równie szerokim uśmiechem.
-Bardzo chcę, ale idę do szkoły tańca.
-Wow… Mi mama powiedziała, że mnie nie zapisze.
-Szkoda, bo jest fajnie. Pani Snow mówi, że mam talent – wyznałam.
-Ale fajnie! A często tak ćwiczysz?
Pokiwałam głową.
-Mama albo tata zawożą mnie tam codziennie o szesnastej i odbierają o dwudziestej, a w niedzielę szkoła jest zamknięta, ale wiem, że pani Snow pozwala niektórym przychodzić też wtedy, żeby mogli poćwiczyć.
Lucy znów się uśmiechnęła.
-Też chciałabym tańczyć – wyznała. – Fajnie by było zostać baletnicą.
Wzruszyłam ramionami. Nie uczyłam się jeszcze baletu, chociaż Rose mówiła, że to byłoby super. Pani Snow powiedziała, że uczę się szybko, nawet za szybko, więc na razie miałam zająć się tańcem współczesnym – który szedł mi bardzo dobrze – a od przyszłego roku w planach było, żebym uczyła się też baletu. Obowiązywał mnie swego rodzaju indywidualny tok nauczania dla niezwykle zdolnych tancerzy.
-Pokażesz mi kiedyś jak tańczysz? – spytała Lucy.
Skinęłam głową.
-W niedzielę. Wtedy będę mogła wyjść z tobą na dwór – dodałam. W tym samym momencie dostrzegłam, że nauczycielka się na nas patrzy, więc uśmiechnęłam się do niej słodziutko.

***

Ze szkoły wracałam razem z Rose. Ona miała dziesięć lat i chodziła do szóstej klasy. Była bardzo mądra.
-Poznałaś jakiś kolegów? – spytała, łapiąc mnie za rękę, gdy przechodziłyśmy przez ulicę.
Pokiwałam głowę.
-Poznałam Lucy. Mówi, że taniec jest fajny. W niedzielę chce się ze mną pobawić.
-To dobrze. Przyjaciele są ważni, tak mówi moja nauczycielka.
-Tak?
-Tak. Potrzebujemy przyjaciół, bo ich możemy sobie wybrać i dlatego powinniśmy dobierać ich mądrze, żebyśmy opiekowali się sobą nawzajem.
Moja siostra była bardzo mądra.

Dylan rozsiadł się wygodnie na łóżku Jade i uśmiechnął szeroko. Miał fajny uśmiech – mimo, że nie schodził mu z twarzy, to był całkowicie naturalny.
-Co robisz? – spytał. W ogóle nie rozumiałam, po co tutaj siedział, skoro Jade poszła wybrać sobie zajęcia. Ja już to zrobiłam – w trybie online. To był plus tej uczelni – była bardzo nowoczesna i niekonwencjonalna. Nigdzie indziej nie natrafiłam na naukę kreatywności jako kurs dodatkowy.
Zerknęłam na Dylana znad ekranu laptopa. Dźwięk filmu był fatalny, więc bez problemu usłyszałam go mimo słuchawek.
-Oglądam.
-Co?
-Film.
-Jaki?
Wywróciłam oczami.
-Nudny.
-Ma jakiś tytuł?
Wzruszyłam ramionami.
-Jakaś komedia romantyczna.
-Jade uwielbia komedie – powiedział. – Ja w sumie też. Jaka jest twoja ulubiona?
-Straszny film – odpowiedziałam. Ja naprawdę rzadko oglądałam coś poza horrorami, zwykle padało wtedy na parodie horrorów, a z nich wszystkich najbardziej lubiłam akurat ten.
-Mało zabawny.
Wywróciłam oczami.
-Ty naprawdę ciągle to robisz? – zaśmiał się Dylan.
Uniosłam brwi.
-Co robię?
-Wywracasz oczami. W kółko.
I znów wywróciłam oczami, co wywołało napad śmiechu u mojego gościa… W sumie to on chyba był gościem Jade, ale siedział tu ze mną od godziny. Chyba się nudził.
-Możesz iść – powiedziałam. – Jade da ci znać jak wróci. Nie musisz tu na nią czekać.
-Ja na nią wcale nie czekam – odparł. – Szczerze to boję się, że jak już przyjdzie to znów będzie mnie zarzucać szczegółami życia studenta, jakbym sam nigdy nie był na pierwszym roku.
Wtedy coś mi się przypomniało.
-Jesteś na drugim roku? – spytałam.
-Tak, inżynieria.
-Więc dlaczego powiedziałeś mojemu bratu, że pierwszoroczni powinni trzymać się razem?
-Pokrętna logika. Jade uparła się, że wprowadzi cię do życia studenckiego, a ona jest pierwszoroczniakiem. Ja za to jestem jej przyjacielem, więc to pieprzona transakcja wiązana.
-Aha.
-Tylko tyle? Aha?
-A czego się spodziewałeś?
-No nie wiem… Na przykład „o jejku, tak się cieszę, że w końcu znalazłam przyjaciół!” albo samo „dzięki” też byłoby okej.
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Podniosłam się z łóżka, przyciskając do piersi różową poduszkę z nadrukiem Myszki Mickey. Dylan uniósł brew, gdy zobaczył, że wciąż siedziałam w szarych workowatych spodniach od piżamy i fioletowej bluzce, którą ukradłam Aleksowi.
-Nie masz na sobie stanika? – spytał chłopak. Rzuciłam w niego poduszką.
-Wow, ale z ciebie agresor!
Wywróciłam oczami, odrobinę rozbawiona i otworzyłam drzwi. Za nimi stał odrobinę zasapany kurier.
-Mam przesyłkę dla Alice Allegra Gray.
-To ja.
Podał mi świstek do podpisania, a potem poprawił czapkę i wskazał mi na stos obrazów, sztalug i przyborów do malowania i rysowania, które mieli przysłać mi rodzice.
-Dziękuję – powiedziałam. Mężczyzną skinął głową.
-Żaden problem. Pomóc wtargać to do pokoju?
-Nie trzeba, mój kolega się tym zajmie.
Kurier poprawił czapkę po raz kolejny i odszedł, rzucając krótkim „do widzenia”. Ja natomiast zajrzałam do pokoju.
-Dylan.
-Alice.
-Rusz się i mi pomóż.
Podniósł się z łóżka Jade i wyszedł na korytarz.
-A co z tą nieśmiałą dziewczyną, która mówi tylko „okej”?
-Chyba się do was przyzwyczaiłam – odparłam. – Poza tym przyjechałam tutaj, żeby coś zmienić – dodałam ciszej.
-Czyżbyśmy obudzili potwora? – spytał.
-Owszem, ale potwór rozdaje ciasteczka za pomoc.
Twarz Dylana rozpromienił najszerszy uśmiech jaki w życiu widziałam. Zatarł ręce z uciechy, a jego wytatuowane ramiona napięły się odrobinę.
-Uwielbiam ciasteczka!

***

Dylan opadł zdyszany na moje łóżko. Ustawił wszystkie moje graty pod ścianą koło szafy i przy łóżku.
-Mam nadzieję, że te ciasteczka będą tego warte – powiedział, przymykając oczy.
-Zapewniam, że tak. – Wyciągnęłam z torby chlebak, w którym mama dała mi swoje ciasteczka. Ta kobieta potrafiła chyba wszystko, a w tym również piec najlepsze na świecie ciasteczka.
Dylan wpakował sobie jedno od razu do ust i klasnął w dłonie. Przełknął i wyszczerzył się w szerokim uśmiechu.
-Chyba przeżyłem ciasteczkowy orgazm – ogłosił.
Do pokoju weszła Jade z szerokim uśmiechem.
-Od czego ten orgazm? – spytała. Ściągnęła buty i kopnęła je pod biurko, a potem usiadła obok Dylana. – O! ciastka!
Dylan przycisnął pudełko do siebie.
-Moje! Dostałem od Alice.
-No weź, podziel się, chamie!
-Za tego chama nic nie dostaniesz!
Jade wskoczyła Dylanowi na ramiona i przewaliła go. Łóżko zaskrzypiało pod ich wspólnym ciężarem, a po pokoju rozległy się ich wspólne śmiechy. Nie pamiętam, ile trwało ich przekomarzanie, ale obserwowałam ich z uśmiechem. Chciałabym mieć takich przyjaciół – takich jak ta dwójka.
-Ej, chodź tutaj! – Dylan pociągnął mnie za rękę i przez przypadek wylądowałam mu na kolanach. Zaraz potem Jade przeciągnęła mnie na środek i podała mi pół ciastka.
-Chcesz gryza?

Parsknęłam śmiechem i dałam się objąć Dylanowi ramieniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz