Rozdział
3
Przyjaciele
są ważni
Alice’s POV
Lucy poznałam w
pierwszej klasie. Obie miałyśmy po pięć lat, a ona była śliczna. To mi się w
niej spodobało – obie byłyśmy śliczne i uśmiechnięte. Inne dzieci płakały i
marudziły, a my dwie uśmiechałyśmy się od ucha do ucha. Szkoła miała być nową
przygodą.
-Cześć – powiedziałam.
-Cześć – odparła.
-Jestem Alice –
przedstawiłam się. – A ty?
-Lucy.
-Chcesz ze mną usiąść?
Pokiwała głową i
uśmiechnęła się. Chociaż ona już się uśmiechała, więc jej uśmiech się
poszerzył.
-Pewnie!
Wybrałyśmy ławkę z
tyłu, żeby móc sobie porozmawiać. Moja starsza siostra – Rose – powiedziała, że
zawsze powinnam wybierać ławkę z tyłu, bo tam wolno rozmawiać, ale tylko po
cichu. Z przodu w ogóle nie można było gadać, a ja bardzo lubiłam gadać.
-Chcesz się pobawić po
szkole? – spytała Lucy. Mówiłyśmy szeptem, ale pani i tak czasem patrzyła na
nas krzywo. Zwykle uśmiechałam się wtedy do niej tak szeroko, że było widać
brak dolnej jedynki, a ona odpowiadała mi równie szerokim uśmiechem.
-Bardzo chcę, ale idę
do szkoły tańca.
-Wow… Mi mama
powiedziała, że mnie nie zapisze.
-Szkoda, bo jest
fajnie. Pani Snow mówi, że mam talent – wyznałam.
-Ale fajnie! A często
tak ćwiczysz?
Pokiwałam głową.
-Mama albo tata zawożą
mnie tam codziennie o szesnastej i odbierają o dwudziestej, a w niedzielę
szkoła jest zamknięta, ale wiem, że pani Snow pozwala niektórym przychodzić też
wtedy, żeby mogli poćwiczyć.
Lucy znów się
uśmiechnęła.
-Też chciałabym tańczyć
– wyznała. – Fajnie by było zostać baletnicą.
Wzruszyłam ramionami.
Nie uczyłam się jeszcze baletu, chociaż Rose mówiła, że to byłoby super. Pani
Snow powiedziała, że uczę się szybko, nawet za szybko, więc na razie miałam
zająć się tańcem współczesnym – który szedł mi bardzo dobrze – a od przyszłego
roku w planach było, żebym uczyła się też baletu. Obowiązywał mnie swego
rodzaju indywidualny tok nauczania dla niezwykle zdolnych tancerzy.
-Pokażesz mi kiedyś jak
tańczysz? – spytała Lucy.
Skinęłam głową.
-W niedzielę. Wtedy będę
mogła wyjść z tobą na dwór – dodałam. W tym samym momencie dostrzegłam, że
nauczycielka się na nas patrzy, więc uśmiechnęłam się do niej słodziutko.
***
Ze szkoły wracałam
razem z Rose. Ona miała dziesięć lat i chodziła do szóstej klasy. Była bardzo mądra.
-Poznałaś jakiś
kolegów? – spytała, łapiąc mnie za rękę, gdy przechodziłyśmy przez ulicę.
Pokiwałam głowę.
-Poznałam Lucy. Mówi,
że taniec jest fajny. W niedzielę chce się ze mną pobawić.
-To dobrze. Przyjaciele
są ważni, tak mówi moja nauczycielka.
-Tak?
-Tak. Potrzebujemy
przyjaciół, bo ich możemy sobie wybrać i dlatego powinniśmy dobierać ich
mądrze, żebyśmy opiekowali się sobą nawzajem.
Moja siostra była
bardzo mądra.
Dylan
rozsiadł się wygodnie na łóżku Jade i uśmiechnął szeroko. Miał fajny uśmiech –
mimo, że nie schodził mu z twarzy, to był całkowicie naturalny.
-Co
robisz? – spytał. W ogóle nie rozumiałam, po co tutaj siedział, skoro Jade
poszła wybrać sobie zajęcia. Ja już to zrobiłam – w trybie online. To był plus
tej uczelni – była bardzo nowoczesna i niekonwencjonalna. Nigdzie indziej nie
natrafiłam na naukę kreatywności jako kurs dodatkowy.
Zerknęłam
na Dylana znad ekranu laptopa. Dźwięk filmu był fatalny, więc bez problemu
usłyszałam go mimo słuchawek.
-Oglądam.
-Co?
-Film.
-Jaki?
Wywróciłam
oczami.
-Nudny.
-Ma
jakiś tytuł?
Wzruszyłam
ramionami.
-Jakaś
komedia romantyczna.
-Jade
uwielbia komedie – powiedział. – Ja w sumie też. Jaka jest twoja ulubiona?
-Straszny film – odpowiedziałam. Ja
naprawdę rzadko oglądałam coś poza horrorami, zwykle padało wtedy na parodie
horrorów, a z nich wszystkich najbardziej lubiłam akurat ten.
-Mało
zabawny.
Wywróciłam
oczami.
-Ty
naprawdę ciągle to robisz? – zaśmiał się Dylan.
Uniosłam
brwi.
-Co
robię?
-Wywracasz
oczami. W kółko.
I
znów wywróciłam oczami, co wywołało napad śmiechu u mojego gościa… W sumie to
on chyba był gościem Jade, ale siedział tu ze mną od godziny. Chyba się nudził.
-Możesz
iść – powiedziałam. – Jade da ci znać jak wróci. Nie musisz tu na nią czekać.
-Ja
na nią wcale nie czekam – odparł. – Szczerze to boję się, że jak już przyjdzie
to znów będzie mnie zarzucać szczegółami życia studenta, jakbym sam nigdy nie
był na pierwszym roku.
Wtedy
coś mi się przypomniało.
-Jesteś
na drugim roku? – spytałam.
-Tak,
inżynieria.
-Więc
dlaczego powiedziałeś mojemu bratu, że pierwszoroczni powinni trzymać się
razem?
-Pokrętna
logika. Jade uparła się, że wprowadzi cię do życia studenckiego, a ona jest
pierwszoroczniakiem. Ja za to jestem jej przyjacielem, więc to pieprzona
transakcja wiązana.
-Aha.
-Tylko
tyle? Aha?
-A
czego się spodziewałeś?
-No
nie wiem… Na przykład „o jejku, tak się cieszę, że w końcu znalazłam
przyjaciół!” albo samo „dzięki” też byłoby okej.
W
tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Podniosłam się z łóżka, przyciskając do
piersi różową poduszkę z nadrukiem Myszki Mickey. Dylan uniósł brew, gdy
zobaczył, że wciąż siedziałam w szarych workowatych spodniach od piżamy i
fioletowej bluzce, którą ukradłam Aleksowi.
-Nie
masz na sobie stanika? – spytał chłopak. Rzuciłam w niego poduszką.
-Wow,
ale z ciebie agresor!
Wywróciłam
oczami, odrobinę rozbawiona i otworzyłam drzwi. Za nimi stał odrobinę zasapany
kurier.
-Mam
przesyłkę dla Alice Allegra Gray.
-To
ja.
Podał
mi świstek do podpisania, a potem poprawił czapkę i wskazał mi na stos obrazów,
sztalug i przyborów do malowania i rysowania, które mieli przysłać mi rodzice.
-Dziękuję
– powiedziałam. Mężczyzną skinął głową.
-Żaden
problem. Pomóc wtargać to do pokoju?
-Nie
trzeba, mój kolega się tym zajmie.
Kurier
poprawił czapkę po raz kolejny i odszedł, rzucając krótkim „do widzenia”. Ja
natomiast zajrzałam do pokoju.
-Dylan.
-Alice.
-Rusz
się i mi pomóż.
Podniósł
się z łóżka Jade i wyszedł na korytarz.
-A
co z tą nieśmiałą dziewczyną, która mówi tylko „okej”?
-Chyba
się do was przyzwyczaiłam – odparłam. – Poza tym przyjechałam tutaj, żeby coś
zmienić – dodałam ciszej.
-Czyżbyśmy
obudzili potwora? – spytał.
-Owszem,
ale potwór rozdaje ciasteczka za pomoc.
Twarz
Dylana rozpromienił najszerszy uśmiech jaki w życiu widziałam. Zatarł ręce z
uciechy, a jego wytatuowane ramiona napięły się odrobinę.
-Uwielbiam
ciasteczka!
***
Dylan
opadł zdyszany na moje łóżko. Ustawił wszystkie moje graty pod ścianą koło
szafy i przy łóżku.
-Mam
nadzieję, że te ciasteczka będą tego warte – powiedział, przymykając oczy.
-Zapewniam,
że tak. – Wyciągnęłam z torby chlebak, w którym mama dała mi swoje ciasteczka.
Ta kobieta potrafiła chyba wszystko, a w tym również piec najlepsze na świecie
ciasteczka.
Dylan
wpakował sobie jedno od razu do ust i klasnął w dłonie. Przełknął i wyszczerzył
się w szerokim uśmiechu.
-Chyba
przeżyłem ciasteczkowy orgazm – ogłosił.
Do
pokoju weszła Jade z szerokim uśmiechem.
-Od
czego ten orgazm? – spytała. Ściągnęła buty i kopnęła je pod biurko, a potem
usiadła obok Dylana. – O! ciastka!
Dylan
przycisnął pudełko do siebie.
-Moje!
Dostałem od Alice.
-No
weź, podziel się, chamie!
-Za
tego chama nic nie dostaniesz!
Jade
wskoczyła Dylanowi na ramiona i przewaliła go. Łóżko zaskrzypiało pod ich
wspólnym ciężarem, a po pokoju rozległy się ich wspólne śmiechy. Nie pamiętam,
ile trwało ich przekomarzanie, ale obserwowałam ich z uśmiechem. Chciałabym
mieć takich przyjaciół – takich jak ta dwójka.
-Ej,
chodź tutaj! – Dylan pociągnął mnie za rękę i przez przypadek wylądowałam mu na
kolanach. Zaraz potem Jade przeciągnęła mnie na środek i podała mi pół ciastka.
-Chcesz
gryza?
Parsknęłam
śmiechem i dałam się objąć Dylanowi ramieniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz